top of page
  • Twitter
  • Facebook
Szukaj

CIRCADIANS: FIRST LIGHT

  • Zdjęcie autora: Kamil Kuklo
    Kamil Kuklo
  • 4 lis 2024
  • 6 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 5 lis 2024

Planszówkowa seria Circadians obejmuje dwa projekty, Chaos Order i ten lżejszy, First Light, klasyczne euro, w którym bezpośrednią rywalizację zastąpiono wyścigiem po surowce i ich konwersję na punkty zwycięstwa. Moje pierwsze spotkanie z Nowym Świtem, bo tak przetłumaczono tytuł, miało miejsce na Tabletop Simulator i było na tyle udane, że w afekcie zdecydowałem się zakupić pudło. W ten oto sposób rozpoczęła się jego krótka, ale spektakularna kariera w mojej kolekcji, typowa zresztą dla większości nowych gier euro, z którymi miałem do czynienia.

TEMAT

Jako ziemscy eksploratorzy trafiamy na odległą planetę gdzie zbudujemy bazę, przeprowadzimy wyprawy łazikiem, no i wydobędziemy materiały niezbędne do handlu z lokalnymi rasami. Instrukcja coś tam bąka o drobnych zatargach z tubylcami, a nawet próbkach organicznych gromadzonych do magazynu na Moontide (co jest nota bene wyjątkowym kuriozum, bo poza jednym żachnięciem się na ten temat we wstępie kwestia ta nie jest już absolutnie nigdzie poruszona), ale gdzie to wszystko ma głębsze odzwierciedlenie w mechanikach, tego zapewne nie wie nawet autor tego mizernego tła fabularnego. Gry osadzone w kosmosie bronią się już tematycznie jednak tym, że... są osadzone w kosmosie, bo i zwykle występuje wówczas jakiś ufok, statek powietrzny, czy kosmiczne budynki. Teoretycznie coś tam więc powiedzmy, że jest, ale w praniu po prostu kładziemy kostki, nic więcej. 2.5/5

ZASADY

No i właśnie, na początku każdej z siedmiu rund gracze przerzucają owe kostki, w ukryciu deklarują które z nich przeznaczą na produkcję surowców, a ile wyślą na wspólne dla wszystkich pola akcji, następnie na "trzy-czte-ry" ujawniają swoje wybory i wykonują działania zgodnie z ustaloną kolejnością. Dostępne operacje to z grubsza: zdobycie surowców lub dodatkowej kości, przesunięcie łazika na wspólnej mapie w określonym kierunku (jego pozycja wskaże ile materiałów zgarniemy na początku kolejnej rundy), wymiana jednego rodzaju zasobu na inny, pozyskanie kafli produkcji (t.zw. farm) lub ułatwiających zarządzanie kostkami (odlewnia) oraz wykonanie kontraktu dla Ziemian lub tubylców (określa się to mianem negocjacji). Kolorytu całej rywalizacji dodają asymetryczni bohaterowie w jakich wcielą się uczestnicy zabawy (i wierzcie mi, że każda cecha brzmi OP) oraz odkrywana karta wydarzenia modyfikująca główne zasady rywalizacji wraz z początkiem każdej rundy. Całość to pod względem poznawczym betka i już w czasie pierwszej rozgrywki będziecie się tu czuć jak przysłowiowa ryba w wodzie. Wagowo coś pomiędzy 2.5 a 3 na 5.

OPRAWA GRAFICZNA

Od strony wizualnej gra się ostatecznie broni, ale nie jest to ideał - ilustracje postaci, na przykład, są wyjątkowo niezgrabne, jakby wykonane pod przymusem i wbrew talentom autora (jest nim Sam Phillips, który ponosi również odpowiedzialność za wygląd Muru Hadriana, czy Ezra i Nehemiah). Zapytany, nie potrafiłbym wskazać, co jest tu wyjątkowo szpetne, a co ewidentnie udane, w rezultacie rozstawieni na stole Circadians wywołują wrażenie najwyżej umiarkowane. Obrazek na pudle przypomina komiksowy kadr i to zaczerpnięty z najmniej ekscytującego fragmentu historii, natomiast chyba jeszcze gorzej wypada mapa planety - przyglądając się jej powierzchni zaczynamy podejrzewać, że jako eksploratorzy trafiliśmy na najbardziej nijakie i nudne ciało niebieskie w kosmosie. 2.5/5

Komponenty wirujące wokół planety "meh" na środku, zdjęcie Shem Philipsa z BGG

KOMPONENTY

Nic, co by wywołało we mnie reakcję większą nad wzruszenie ramion. Kostki, zasłonki, ramki symbolizujące łaziki są okej, kafle mają odpowiednią grubość, plansze są w zasadzie jednowarstwowe, ale solidne. W pudle znajdziemy całkiem zgrabny insert, bez którego nie byłoby potrzeby upychania wszystkiego na styk, niemniej jednak działa. Od strony wykonania jest więc bardzo przyzwoicie, a może i nawet ciut odrobinkę ponad planszówkową przeciętność.

Zgrabny i dość funkcjonalny insert do gry, zdjęcie Carsten Burak z BGG

INTERAKCJA

Dice placement może sugerować ścisk, konieczność walki o pierwszeństwo na wybranych akcjach, czy możliwości blokowania konkurencji, ale żadna z moich rozgrywek nie obfitowała w podobne sytuacje. Oczywiście, sporadycznie komuś zdarzyło się zająć dane pole przed rywalem, ale gra oferuje tak wiele innych dobrych wyborów, że nigdy nie upośledzało to nieszczęśnika na tyle, by cierpiał do końca gry, czy choćby bieżącej rundy. Jako że bawiłem się Circadians tylko w ponad dwuosobowym gronie, mogę z całą stanowczością stwierdzić, że wysoka liczba zawodników nie ma znaczącego wpływu na te doświadczenie z gry. Interakcja niby więc powinna być, a jednak za bardzo jej nie czuć, co odbieram w kategoriach osobistego rozczarowania. Inne tytuły korzystające z takiej samej mechaniki, jak Marco Polo II, czy Llorenzo, wypadają w porównaniu z First Light niczym brutalne batalie na noże, tutaj co najwyżej pacniemy się czasem łopatką po głowie niczym gromadka dzieci w piaskownicy. Słabo. 2/5

ZALETY

Do Circadians siadasz i po pięciominutowym setupie plus kwadransie na tłumaczenie zasad - lecisz i grasz. Nie ma tu zawiłych reguł, nic się nie dłuży, wszystko jest czytelne i trwa też w sam raz. Doskonała pozycja na maksymalnie dwugodzinną rozrywkę w niekoniecznie zaawansowanym gronie.

Mam słabość do gier dice placement, a tutaj wszystko zbudowane jest wokół tej właśnie mechaniki. Ustalenie gdzie umieścimy jaką kość jest całkiem ciekawe, albowiem będziemy je wszystkie wykładać na pola w odpowiedniej kolejności, od lewej do prawej, zakładając, iż znajdzie się w ogóle dla nich miejsce na planszy.

Asymetryczne zdolności postaci plus karty wydarzeń "robią grę", która bez nich byłaby niezwykle powtarzalna. Jak wspomniałem wcześniej, każda unikalna cecha wydaje się być "game changerem", po drafcie bohaterów będziemy przekonani, że to inni mieli więcej szczęścia od nas.

Od strony produkcyjnej to solidna robota, komponenty, insert, lokacje łazików ujęte w ramki. Zwrócę też Waszą uwagę na elegancką instrukcję, napisaną wyjątkowo zgrabną polszczyzną. Ikonografia pomaga, a wszelkie wątpliwości co do kart kontraktów rozwiewa szczegółowy ich opis na końcu podręcznika.

Komponenty i ikonografia wygląda przyzwoicie nawet na tak nudnym tle, jak mapa planety; zdjęcie Fredrica Shulza z BGG

WADY

Cóż takiego jest wyjątkowego w Circadians? Absolutnie nic. Gra to pod każdym względem mniejsza lub większa średniawka bez konkretnej historii, solidnej oprawy graficznej, bez przysłowiowego "pazura". Wykładamy te kostki na relatywnym luzie, mielimy surowce, wypełniamy kontrakty i zapewniamy sobie punkty zwycięstwa na koniec gry. O ile po mojej pierwszej udanej grze uznałem całość za świetnie skrojony projekt, który chcę poznać dokładniej, o tyle po już drugiej zdałem sobie sprawę, że co było tu do odkrywania to już odkryłem i skrobię po dnie regrywalności tytułu. Mizerna interakcja potęguje wrażenie drętwego summa summarum gameplay'a, dostępne akcje nie wywołują gęsiej skórki i służą typowym dla gier euro działaniom, runda w rundę, bez jakichkolwiek niespodzianek.

Ustalenie kolejności w jakiej będziemy umieszczać kości na planszy może być dość męczące szczególnie przy ich maksymalnej liczbie (5). Bądź tu mądry i zapamiętaj co wysyłasz gdzie i ile wymagać to będzie surowców. Przy okazji - nie jestem pewien na ile zasłonki są tu w ogóle przydatne, jakoś nie wydaje mi się, by podglądanie zamiarów konkurencji było wyjątkowo istotne; zarządzanie własnymi zasobami wymaga już wystarczająco dużo skupienia, by móc jeszcze dokładnie przeanalizować, jakie pola są na oku rywali. Dla mnie osobiście to byłoby mission impossible.

Wypełnianie kontraktów, a więc jedno z głównych źródeł zdobywania VP, jest zwyczajnie nudne. Zdobądź tyle a tyle wody, energii, alg, poświęć kość i odbierz wybrany bonus, przy czym nagroda to jedna z kilku rzeczy i tak na krzyż wałkowanych podczas rozgrywki. W Circadians nie czujesz ani specjalnej satysfakcji, ani zagrożenia, masz być przede wszystkim efektywny i robić w kółko to samo.

Na koniec starcia zawodnicy otrzymują punkty zwycięstwa z tajnych pól na mapie, o ile byli oczywiście w stanie dotrzeć do nich na czas. Nikt właściwie nie wie co skrywają, które są warte więcej od pozostałych, przy wyrównanej rozgrywce zwycięzcę wskaże więc los, gdy odkryjemy ich rzeczywistą wartość. Wydaje mi się to mocno niesprawiedliwe i w zasadzie pozbawione sensu, klasyczny do bólu design z gatunku euro wprowadza rzut monetą w najbardziej newralgicznym aspekcie.

OCENA KOŃCOWA

Ilekroć rozkładałem Circadians w mojej grupie, tylekroć było mi głupio, że proponuję tak mało oryginalny i powtarzalny projekt (brak regrywalności dotyczy zarówno poszczególnych rozgrywek, jak i nawet rund w grze). Nie, żeby coś tu zdecydowanie nie działało, wręcz przeciwnie, mechaniki pasują, wywoływane akcje prowadzą do celów, projekt ma "ręce i nogi" oraz wszelkie atuty, by określić go mianem "solidnego". I nic poza tym. Ta pozycja przypomina mi ekstremalnie zdrową przekąskę, gdzie ogrom witamin oraz wartości odżywczych przesłania całkowity brak smaku. First Light to niski "fun" przy wysokim poziomie surowej funkcjonalności, która i owszem potrafi dać satysfakcję, lecz tylko w wyjątkowo krótkiej perspektywie. Miałem nadzieję, że ta brakująca warstwa jest w zasięgu ręki, jednak rozszerzenie "Specjaliści" ponoć rozwadnia i tak już luźny projekt, zwiększając ilość akcji kosztem pikującej w dół interakcji. Sam nie próbowałem i szczerze mówiąc - nie mam nawet ochoty próbować, albowiem zamiast "tego samego, ale więcej" liczyłem na zawężenie pola manewru i nadanie starciu charakteru. Cyrkadianom nie odmówię jednak pewnej rzetelności i jakości, szczególnie w ramach dłuższego fillera czy propozycji dla grup mniej obytych z planszówkami. Mój werdykt to pomimo wszystko tylko szóstka, bez szans na rekomendację, bo i dlaczego, skoro pudło opuściło już moją kolekcję? Tym jednak, którzy z bliżej niezrozumiałych dla mnie powodów chcieliby poznać lepiej uniwersum gry, polecam znacznie ciekawszy Chaos Order dedykowany miłośnikom bezpośredniej konfrontacji. Choć nie wolny od wad, zostawi w pamięci coś więcej, aniżeli mozolne brnięcie przez surowce, konwertery i kontrakty, na skutek którego pierzchną usta a wilgotność powietrza spada niemal do zera. Wszelkim suchym designom z kategorii euro mówię więc zdecydowane "NIE", oczekując pewnego rodzaju uzdrowienia gatunku po serii przeciętnych lub poniżej przeciętnych debiutów na przestrzeni ostatnich lat (Ada's Dream, Nucleum, czy Darwin's Journey). Rzekłem!

Circadians do kwadratu, a więc wraz z rozszerzeniem Specialists, zdjęcie Ilya Ushakov z BGG

6/10


BGG LINK










 
 
 

Comments

Rated 0 out of 5 stars.
No ratings yet

Add a rating

JEŚLI SZUKASZ KONTAKTU, WYPEŁNIJ FORMULARZ

Dzięki za kontakt!

© 2035 by On My Screen. Powered and secured by Wix

bottom of page