ADA'S DREAM
- Kamil Kuklo
- 21 lip 2024
- 7 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 29 paź 2024

Ostatnimi czasy przez media społecznościowe przeszła fala reklamująca Ada's Dream, planszówkę, która do momentu pisania tej recenzji zebrała już blisko milion złotych na stronie Kickstartera, a więc blisko piętnastokrotnie więcej, niż wynosiły pierwotne założenia. Jak to przy tego typu projektach bywa, czołowi influencerzy w tym hobby zaczęli stawać na rzęsach, by wśród potencjalnych odbiorców wywołać ślinotok i odruch Pawłowa prowadzący do wsparcia kampanii, no bo przecież ładne obrazki, temat i jakość, której oczywiście do tej pory nie było. Jako że uwielbiam sprawdzać opinie znanych postaci pokroju Rahdo, Board Gaming Ramblings, Man vs Meeple, a tym bardziej przyłapywać ich na blefie, zebrałem swoją grupkę online (gra zostanie wydana pewnie w przyszłym roku) i w trójkę sprawdziliśmy, co tam naprawdę spece od marketingu starają nam się sprzedać.
TEMAT
Gra opowiada alternatywną wersję historii, w której Adzie Lovelace, brytyjskiej matematyczce, udaje się jednak skonstruować pierwszy komputer parowy, a ona sama staje się czołową osobistością świata nauki jej czasów. Gracze wcielają się w rolę jej pomocników, organizując wykłady, spotkania, planując podróże po Wielkiej Brytanii, a przede wszystkim budując prototyp maszyny analitycznej, zdolnej do rozwiązywania podstawowych działań na bazie trzech cyfr. Brzmi to obiecująco, ale powiedzmy sobie wprost, że gro rozgrywki to klasyczne nic nie znaczące euro mechaniki, których nie ujmiemy w temat nawet przy najbardziej desperackich próbach (kości, bonusy, punkty zwycięstwa). Niektórzy uważają nawet, że to projekt raczej abstrakcyjny, ale ja przyznam mu trójkę - bądź co bądź mamy tu ojczyznę Ady, szereg osobistości z epoki, a także karty, których ilustracje i opisy wprost nawiązują do backgroundu rozgrywki. Jasne, że nawet przez chwilę nie poczujemy ducha XIX wieku, czy specyfiki środowiska naukowego owych czasów, ale grze nie można odmówić waloru edukacyjnego, czy próby zaznajomienia odbiorcy z czymś konkretnym i interesującym.
ZASADY
Plansza na pierwszy rzut oka zwiastuje wagę ciężką, ale ja sklasyfikuję tytuł na co najwyżej 3.5 i to chyba nieco na wyrost. Sercem rozgrywki jest albo pobieranie kości z tac tworzących koło, co przypomina jak żywo projekty Lucianiego i Tasciniego, albo ich umieszczanie w maszynach graczy, celem stworzenia równań matematycznych. Kości występują w pięciu kolorach, z czego cztery odpowiadają różnym akcjom, jakie przyjdzie nam wykonywać. Bez wchodzenia w szczegóły, każda operacja przyniesie nam surowce, bonusy, karty lub punkty zwycięstwa, często pozwoli nam też umieścić znacznik, a więc przypieczętować naszą obecność w rywalizacji o "area majority" i idące za nimi drobne zdobycze punktowe. VPs liczone są na koniec i sypią się z około dziesięciu źródeł, z czego najobfitszy strumień dostarczy nasz komputer parowy. Jego bazą jest siatka 3x3 zdolna pomieścić dziewięć kostek, między którymi zainstalujemy (albo i nie) koła zębate symbolizujące mnożenie, odejmowanie lub dodawanie. Skończona kolumna lub rząd to równianie na punkty zwycięstwa, które możemy dodatkowo podbić tak zwanymi punchcardami, a więc przypisanymi do określonego działania warunkami (typu - możesz użyć tylko zielonych kości, albo ustawić je od najniższej do najwyższej wartości). Koniec zabawy inicjuje gracz, który zapełni maszynę kośćmi, co z moich obserwacji następuje dla każdego w podobnym momencie. Zasady łapie się dość szybko, nie ma tu wielu upierdliwych mikro regułek, rozgrywka jest płynna i - poza ikonografią - nie nastręcza wielu wątpliwości.
OPRAWA GRAFICZNA
Twórcy, świadomi, że dziś kupuje się oczami, a nie używając mózgu, dołożyli starań, by gra prezentowała się atrakcyjnie. Okładka jest, umówmy się, średnia, ale plansza główna, czy ilustracje na kartach, to naprawdę kawał dobrej roboty. Jest kolorowo, różnorodnie, tematycznie, a przede wszystkim czytelnie. Wspomniałem o momentami zupełnie niezrozumiałych ikonach, ale warto zaznaczyć, że podręcznik nie jest jeszcze skończony i brak w nim wyjaśnień symboli (o te trzeba dopytywać bezpośrednio twórców). Ciężko mi powiedzieć, ile to to zajmie ostatecznie miejsca na stole, ale jak dużo powierzchni by nie zagarnęło - zanęci graczy do zabawy. 4/5

KOMPONENTY
Ciężko je ocenić, skoro grałem tylko online, ale dostępne w sieci filmy sugerują bardzo dobrą jakość. Zwrócę Waszą uwagę na wspomniane wcześniej punchcards, a więc dziurawe kartki, które faktycznie wykorzystywano w pierwszych prototypach komputerów. To w zasadzie tylko warunki punktacji dla działań matematycznych, ale wkłada się je w planszetki pionowo i stanowią rewelacyjny gadżet jakiego nigdy wcześniej nie widziałem. I choć cynik na moim ramieniu gardzi takimi bajerami, to pasjonat na drugim uznaje je za najbardziej charakterystyczny element całego projektu.
INTERAKCJA
W Ada's Dream ma się grać przyjemnie, toteż projekt pozbawiono wszelkiej negatywnej interakcji, pozostawiając bezpośrednią rywalizację co najwyżej o pietruszkę (bo tym są nagrody za posiadanie większości w obszarach area majority). Ktoś powie, że podbieramy innym kości, ale jest tyle sposobów na ich zamianę, podbicie wartości, czy odpalenie akcji z innego miejsca, niż tego, gdzie domyślnie jest przypisana, że nawet teoretyczne wchodzenie innym w paradę jest całkowicie rozwodnione. Mamy wspólne, lukratywne cele, i chyba tutaj warto się spiąć, by wypełnić je przed resztą, ale to ledwie ułamek całości, która skutecznie stroni od wszelkich zrębów interakcji. Dwójka.
ZALETY
Rozgrywka jest przystępna, płynna i można się bawić od pierwszej sesji. Zasady są przejrzyste, ale jednocześnie zachęcają do kombinowania, wszystko bowiem rozbija się o to, jak jedną odpalaną akcję pomnożyć kilkukrotnie. Wizualnie przygotowano cukiereczek, gra prezentuje się świetnie, bardzo podobają mi się karty, które nie dość, że mają różne ilustracje, to i unikalne działania (a stos nie wyczerpie się tak szybko). Ada's Dream pozwala na próbowanie różnych strategii, stosownie do liczby obszarów punktowych, co zwiększa regrywalność; osobiście za każdym razem sprawdzałem inną ścieżkę do wygranej, co ku mojej uciesze niespecjalnie rzutowało na ostateczny wynik. Przy okazji - zdobycz punktową ujawniamy na koniec rozgrywki, co jest zawsze sympatycznym rozwiązaniem, dzięki którym nawet najmniej efektywni zawodnicy żyją w iluzji pozostania w grze.

We wstępie do podręcznika twórcy uraczyli nas krótką notką historyczną, podkreślając rolę bohaterki gry w dziedzinie walki o równouprawnienie kobiet. Wypada mi tylko przyklasnąć takiej adnotacji, jak i całemu wysiłkowi, który podjęto by projekt był faktycznie o czymś i o kimś. Nie jest to oczywiście głęboka lekcja historii, ale sympatyczna anegdotka, dzięki której wielu graczy w ogóle odkryje dorobek tytułowej postaci (ze wstydem przyznam, że sam zaliczam się do tego grona).
Budowanie równań to chyba najciekawszy element rozgrywki; o ile same działania nie są skomplikowane, to decyzja, gdzie wcisnąć kość o niskiej wartości, a gdzie koło zębate z minusem, bywa trudna. Dodatkowym utrudnieniem jest pogodzenie tego ze wspomnianymi wcześniej punchcardami, całość będzie od nas wymagać odrobiny sprytu, ale szczęśliwie nie pochłonie do reszty zasobów umysłowych, pozostawiając wszystkich wyczerpanymi na finiszu zabawy.
WADY
Nie odbiegając od tematu konstrukcji działań matematycznych - bardzo szybko znajdziemy modelowe rozwiązania, które przyjdzie nam powtarzać co rozgrywkę. Paradoksalnie więc najbardziej intrygujący aspekt projektu okazuje się stosunkowo trywialny, co przypomina odkrycie hasła krzyżówki już po kilku pierwszych literach W innej recenzji przeczytałem, że gra czyni matematykę ciekawą, ale polecam w tym zakresie dużą powściągliwość - wykonujemy rachunki na poziomie wczesnej klasy podstawowej i chyba więcej wysiłku kosztować nas będzie podliczenie punktacji końcowej, niż tego, co wyprodukuje komputer parowy.
Tym, co raziło mnie już po pierwszych rundach rozgrywki, był wszechobecny banał, wrażenie podążania utartymi szlakami innych twórców euro. Ada's Dream, poza w sumie dość nietypowym mechanizmem budowania równań, nie oferuje nic oryginalnego, wszystko już było lub nasuwa wyraźne skojarzenia ze starszymi grami. Jeśli podobało Wam się Tiletum, Tekhenu, Bitoku, czy Revive, to tutaj znajdziecie tożsamy feeling, wykorzystano sprawdzone rozwiązania nie podejmując żadnego ryzyka, przygotowując fajny patchwork, ale czy lepszy od innych, które mamy już w szafie? Jest to charakterystyczny dla kickstarterowanych projektów misz-masz różnych mechanik, budowanie talii, zagrywanie kości, area majority, combosy i pnięcie się na wielu torach ku zdobyczom punktowym, całość zawinięta w śliczne sreberko. Nie znajdziecie tu krztyny świeżości, toteż przed zakupem zastanówcie się, czy naprawdę potrzebujecie kolejnego euro na półce, ani lepszego, ani gorszego od tych, które już tam ślęczą.
Powrócę też do ledwie tlącej się interakcji, bo choć nie wszyscy jej potrzebują, to ma ona wpływ na tempo rozgrywki. Przed naszą turą nigdy nie wiemy, co rzeczywiście będziemy w stanie zrobić, ktoś weźmie kartę lub kość, jakiej potrzebowaliśmy, i cały misterny plan diabli wezmą. Ten stan zawieszenia rodzi downtime, który byłby znośny, o ile mielibyśmy wystarczająco dużo powodów, by śledzić poczynania innych zawodników przy stole (a te mogą trwać, gdy jedna akcja odpali kolejne!). W rezultacie nie planuję organizacji rozgrywki w czwórkę, z kolei przy dwóch plansza wydaje się zbyt luźna, a walka o większość dysków totalnie pozbawiona iskry. Trzech graczy to chyba taki sweet spot, co oznaczałoby, że gra nie skaluje się najlepiej.
W formie ciekawostki dodam również, iż każda moja rozgrywka kończyła się ciasno, wszystkich dzieliła nieznaczna różnica punktowa. Mam jednak przeczucie, że wynikało to nie tyle z naszych umiejętności, co designu gry, który punktuje równo bez względu na to, jaką ścieżkę obierzemy do zwycięstwa. Zdają się to potwierdzać wyniki jakimi kończą się internetowe relacje ze starć, ale ostatecznie tylko dodatkowe sesje mogą zweryfikować moje podejrzenie.
Na koniec drobiazg, który jednak mi zgrzyta - losowe cele dla każdej strefy akcji, przyznające pierwszym graczom, które je spełnią, niemałą zdobycz punktową. O ile domyślne są sensowne i powiązane z przypisanym doń rejonem, o tyle dodatkowe to pozbawione tematu i logiki kombinacje, które - podobnie jak wszelkie aspekty area majority w grze - wydają się wciśnięte w design kolanem.

OCENA KOŃCOWA
Ada's Dream to sympatyczna gra z uroczą grafiką, przyjazną rozgrywką, przyjemnym tematem, słodkimi komponentami i sprawdzonymi pomysłami, taka klasyczna ciepła woda w kranie, której brakuje nieco wyrazistości. Tak, wszystko działa tu sprawnie, ale pozostawia zbyt duży margines na błąd, co generuje spokojną, jednorodną rozgrywkę, przypominającą spotkanie z bliskim przy kawusi z moczonymi w niej biszkoptami. Brakuje mi tutaj ducha rywalizacji, choćby z samym sobą, albowiem wszelkie błędy możemy sobie wybaczyć poprzez wymianę kości, czy kół zębatych, a i o surowce nigdy nie jest zbyt trudno. Zdaję sobie sprawę, że twórcy coś tu mogą jeszcze zmienić, wszak teoretycznie nie jest to skończony projekt, ale nie wierzę w korekty samego rodzaju rozgrywki, nasuwającego skojarzenia z miałkimi zazwyczaj projektami familijnymi. Na chwilę obecną tytuł możemy dostać za około 250 złotych, co wydaje się rozsądną ceną, o ile nie mamy zbyt wielu euro w kolekcji. Jako miłośnik gatunku przyznam mu siódemkę, to pozycja raczej ciut ponad to, czym ostatnio raczą nas projektanci, ale nic na tyle wybitnego, co skłoniłoby mnie do sięgnięcia po portfel. Wahającym się polecam poniesienie mniejszego wydatku na Tabletop Simulator i spróbowanie rozgrywki za darmo, co powinno na jakiś czas ostudzić zapał tlącego się w Was zakupoholika. Ja sam planuję cieszyć się tytułem tylko w formie cyfrowej, o ile w ogóle zdecyduję się na organizacje dodatkowych sesji.
PS Kiedy podziękowaliśmy twórcom za pomoc przy wyjaśnianiu zasad i przekazaliśmy im nasze pozytywne wrażenia z rozgrywki, odpowiedzieli "Good golly, that's amazing", co uznaję za tematycznie doskonałą pointę zabawy :)
7/10
BGG LINK
Comments