top of page
  • Twitter
  • Facebook
Szukaj

1846: THE RACE FOR THE MIDWEST

  • Zdjęcie autora: Kamil Kuklo
    Kamil Kuklo
  • 17 mar
  • 10 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 18 mar

Są gry euro, wojenne, familijne, ameritrashe, i są też tak zwane osiemnastki, a więc rodzina kilkudziesięciu tytułów z gatunku 18xx. Dla jednych - królicza nora, po wpadnięciu do której człowiek brnie coraz głębiej, dla innych - chłodne i nieprzysiadalne behemoty dedykowane perwersyjnym psychofanom arkuszy kalkulacyjnych. 1846 jest pozycją skierowaną raczej do doświadczonych planszówkowiczów niezaznajomionych jeszcze z całym systemem i choć nie jest to mój pierwszy tytuł z serii (miałem dotychczas okazję gry w 1889 Shikoku i 18Chesapeake) to bawiłem się nim póki co najczęściej. Ktoś powie, że pięć rozgrywek to o dziesięć za mało, by zabierać głos, ale mi wystarczy by ocenić pudło z perspektywy gracza pozbawionego ambicji osiągnięcia poziomu zaawansowanego.

TEMAT

1846, podobnie jak pozostałe osiemnastki, opowiada historię rozwoju kolei połowy XIX wieku, a konkretnie - pięciu firm które po przekroczeniu łańcucha Appalachów rozpoczęły ekspansję w kierunku Chicago. Gracze wcielą się w rolę po trosze inwestorów, a po trosze kierowników spółek, kupując akcje i stawiając tory celem zbicia fortuny decydującej o zwycięskiej partii. Jest tu dużo ekonomii, logistyki, wszystko ma przysłowiowe ręce i nogi, a gdyby zarys historii komuś nie wystarczał, to podręcznik uzupełnia wiedzę notatkami historycznymi wraz z drobną bibliografią. Jednym słowem mamy tu naprawdę staranne i możliwie wierne, jak na planszówkowe możliwości, odwzorowanie konkretnej sytuacji dziejowej z perspektywy kolejowego barona. Doskonała "fabularna" robota, typowa zresztą dla całego systemu osiemnastek, 5/5.

ZASADY

Rozgrywka, niczym szwajcarski zegarek, prowadzi nas metodycznie i precyzyjnie przez powtarzany cykl jednej fazy giełdowej i dwóch operacyjnych. Pierwsza polega na zakupie i sprzedaży akcji, co przy okazji może doprowadzić do powstania lub - rzadziej - przejęcia spółek należących do innych graczy. Druga to układanie hexów na mapce, ich rozwój i nabycie pociągów, które zwieńczy zysk generowany przez stworzenie jak najlepszego ciągu połączeń między najwartościowszymi aglomeracjami. Postęp czasu dyktuje zaawansowanie technologiczne spółek, gdzie zakup nowych maszyn wyrzuci z rozgrywki stare, a mniejsze firemki, które zdobywamy na początku (jako pewnego rodzaju asymetryczne zdolności) zostaną zamknięte z racji ich postępującej niekonkurencyjności. Rywalizacja trwa do rozbicia banku, tudzież bankructwa wszystkich poza jednym graczem, co uznaję zresztą za scenariusz arcy-nieprawdopodobny. I w zasadzie na tych filarach opiera się pozostały szereg pomniejszych reguł, drobnych niuansów, które z prostego w sumie konceptu tworzą ostatecznie interesujący, a może nawet fascynujący system, gdzie ktoś coś zyska, coś straci, jedni dostrzegą szansę na sukces, a inni zlekceważą ryzyko porażki. 1846 ma niewątpliwie wiele płaszczyzn, których nie sposób dostrzec przy pierwszej, rozpoznawczej co najwyżej partii, toteż przestrzegam przed wydawaniem zbyt pochopnych opinii po jej zakończeniu. Oczywiście to nie jest najbardziej skomplikowany tytuł z gatunku osiemnastek, ale jednak niezaznajomiony z systemem żółtodziób pominie aspekty, które nabierają ostrości dopiero wraz ze zdobywanym doświadczeniem. Pozornie całość opiera się przede wszystkim na odpowiedzialnym prowadzeniu swojej firmy, a więc należytym jej rozwojowi na planszy, z pominięciem w zasadzie wszelkich malwersacji giełdowych, jednak nauka rządzących grą zasad jest stopniowa i wymaga swoistej determinacji ze strony zainteresowanego. Jest to zresztą proces nietypowy, bo o ile w stosunku do pozycji euro wystarczy na ogół wykucie reguł na blachę i uważne procedowanie każdej dozwolonej akcji, to tu co najwyżej poznajemy wachlarz możliwości wymagający jeszcze ćwiczeń z zakresu ich praktycznego zastosowania. Ciężar pozycji ocenię więc na 4, choć na papierze niby nie taki diabeł straszny, jak go nam malują.

Poważna gra dla poważnych panów, zdjęcie Henrik Havighorst z BGG
Poważna gra dla poważnych panów, zdjęcie Henrik Havighorst z BGG

OPRAWA GRAFICZNA

Mam osobistą słabość do takich arkuszy kalkulacyjnych i surowych map, gdzie ilustracje uznaje się w jakimś stopniu za element niepożądany. 1846, jak gro innych tytułów z serii, przypomina Age of Steam, przedkładając czytelność gameplaya nad graficzne wodotryski. Schludne kolejowe hexy, eleganckie i proste udziały w spółkach, ergonomiczny układ planszy, ciężko się tutaj do czegoś przyczepić. No, może okładka nie prezentuje jakości predysponującej pudło do stawiania frontem na półce, ale swój urok ma i doskonale odpowiada klimatowi tego, co znajdziemy w środku. Od przyznania oceny idealnej powstrzymuje mnie tylko istnienie 1889 Shikoku, które robi dokładnie to samo, ale jednak chyba ciut lepiej. 4/5

Mój zmysł estety mrowi, gdy widzę tego typu projekty, zdjęcie WJ C z BGG
Mój zmysł estety mrowi, gdy widzę tego typu projekty, zdjęcie WJ C z BGG

KOMPONENTY

Pomijając kwestię papierowych pieniędzy, których nie widziałem (zawsze staramy się używać pokerowych żetonów), wszystko wygląda świetnie. Gra posiada doskonałe inserty na hexy, solidne znaczniki, właściwie wszystko, co potrzebne do komfortowej zabawy.

INTERAKCJA

Choć plansza może i z boku prezentuje się niewinnie, to jednak jest symulacją zwalczających się w terenie konkurencyjnych podmiotów. Właściwie każda nasza decyzja wpłynie na działania innych, a to bowiem wykorzystamy czyjeś połączenie, a to ktoś przyspieszy postęp technologiczny łapiąc na wykroku konkurencję bez budżetów na nowe tabory, a to sprzedamy akcje firmy rywala, który nie ma już możliwości ich wykupu z rynku. Agresywnych przejęć przedsiębiorstw, tudzież podrzucania innym kukułczych jaj w postaci wydrenowanych z pieniędzy spółek-trupów raczej tutaj nie doświadczymy, centrum rywalizacji jest przede wszystkim mapa, gdzie układane stacje zablokują innym dostęp do jej określonych rejonów. 1846 to gra w dość dużym tłoku, gdzie może mniej paranoicznie niż w 18Chesapeake, ale jednak nadal oglądamy się tak na finanse własne, jak i posunięcia rywali. 4/5

ZALETY

Określenie gry jako intrygującej jest dla mnie gigantycznym komplementem, bo nie każda potrafi czymś zaskoczyć, odkryć nowe możliwości w kolejnych sesjach, czy skłonić do drobnej analizy na temat tego co właściwie zaszło na planszy godziny po zakończeniu starcia. Zarówno ta pozycja, jak i pozostałe poznane przeze mnie dotychczas tytuły z serii, to były takie "food for thoughts", które często prowokowały do pytań na przyszłość - a co by było gdybym zagrał następnym razem w inny sposób...? Dla kogoś, kto nie może już czasem patrzeć na te konwertery surowców, mielenie combosów, czy nadzorowanie poprawnego przebiegu egzekwowania akcji (mam tu na myśli designy mylące złożoność zasad z wagą podejmowanych decyzji), jest to naprawdę orzeźwiający powiew świeżości.

1846: The Race for Midwest ma temat, jakość wykonania i ciekawe opcje, takie w sam raz dla kogoś, kto przybył ze świata euro. Wygrywa ten, kto lepiej będzie prowadził swoją spółkę, co jest o wiele bardziej intuicyjne od gry na giełdzie i przerzucania z rąk do rąk ubitych spółek niczym gorącego kartofla. Niektórzy uważają tę pozycję wręcz za wstęp do świata osiemnastek, z czym - na podstawie swojego mizernego doświadczenia - jestem w stanie się zgodzić.

1846 na stole przypomina bardziej grę wojenną, niż klasyczną planszówkę w stylu euro,  zdjęcie Scotta Mansfielda z BGG
1846 na stole przypomina bardziej grę wojenną, niż klasyczną planszówkę w stylu euro, zdjęcie Scotta Mansfielda z BGG

Gra działa bardzo dobrze przy każdej ilości graczy, aczkolwiek im więcej, tym ciekawiej na planszy. Odnotuję tylko, że twórca projektu przygotował specjalny wariant dwuosobowy, który odnajdziecie w sieci, żadne więc samoróbki internautów, ale porządna opcja sygnowana przez Thomasa Lehmana. Doceniam, że 1846 nie obiecuje na siłę zabawy dwuosobowej, ale dopuszcza taki wariant dla tych najbardziej zdeterminowanych.

Każda z moich pięciu sesji miała inny przebieg i odkrywała coś nowego, choć pozornie to zawsze ta sama mapa, miejsca początkowe spółek i tak dalej. Jeśli z czasem do rozgrywki wedrze się rutyna (a domyślam się, że pierwsze tory możemy kłaść skryptowo), rynek oferuje mini rozszerzenie, które ożywi nieco sytuację na planszy.

W przeciwieństwie do bardziej agresywnych tytułów 18xx, ten dopuszcza większy margines błędu, właściwie nie grozi nam bankructwo, raczej nie stracimy spółki, szybko zaczniemy zarabiać, unikamy licytacji firm prywatnych i przyjdzie nam działać zawsze przez dwie rundy operacyjne. Nic dziwnego, że wielu wskazuje właśnie na 1846 jako idealny gateway do świata osiemnastek, gdzie wielka krzywda raczej się nam nie stanie.

WADY

Podobnie jak inne pozycje z repertuaru 18xx, tak i ta wymaga długiego czasu rozgrywki. Wasza pierwsza gra potrwa zapewne około sześciu godzin, choć oczywiście wiele zależeć będzie od grupy i skłonności do przeliczania każdego możliwego wariantu przez poszczególnych graczy. To autentycznie może zabić rozgrywkę, bo downtime, zwłaszcza gdy liczba spółek przekroczy liczbę zawodników przy stole, stanie się nie do zniesienia. I teraz tak, istnieje cała etykieta jak radzić sobie z tym problemem, kilka propozycji znajdziemy w samym podręczniku, wiele w sieci, z przedwczesnym zakończeniem sesji włącznie, gdy wynik i tak jest już przesądzony. I niby taki wariant miłosiernego oszczędzenia innym cierpień przy stole powinien cieszyć, a jednak jest w nim coś "nieplanszówkowego", zupełnie jakby w połowie zabawy w Barrage koronować zwycięzcę, który odjechał nam na torze punktacji.

Wielu uważa, że dolar w tą, czy we w tą, nie robi różnicy i na pewnym etapie powinniśmy po prostu jeździć tym co mamy i podliczać wynik. Zgoda, ale po pierwsze optymalny wariant trasy trzeba zawsze skalkulować, a dopiero potem na spokojnie zdecydować co zrobić z zyskiem (1846 posiada opcję wypłaty całego lub połowy dochodu w dywidendach - powodzenia z płynnym przeliczaniem tego w głowie). Ten wspomniany dolar, szczególnie w pierwszych rundach operacyjnych, może zdecydować o naszych możliwościach na giełdzie czy zakupie pociągu przez spółkę, jak to więc przyspieszyć, by nikogo przy okazji nie skrzywdzić? Nawet w późnych rundach operacyjnych byłem świadkiem flexowania się na ruch pozwalający na zakup dodatkowej lokomotywy, czy większy skok na giełdzie. A ta efektywność ruchu zawsze musi skutkować rozciągnięciem czasu rozgrywki.

Wspomniana etykieta zakłada również dość kuriozalne szukanie przez całą grupę najintratniejszych ścieżek generujących dochód, co kłóci się z moją filozofią pojmowania gier planszowych. Najwyraźniej 18xx na etapie "jeżdżenia taborów" nie przewiduje czegoś takiego jak nieoptymalny ruch, jeśli przegrać to wskutek złego timingu, pustej kasy na pociąg, a nie wytyczenia tej czy innej trasy na obłożonej hexami mapie. Środek ciężkości leży w miejscu, do którego trudno outsiderowi początkowo przywyknąć.

Gra jest bezlitosna i to nie tylko ze względu na łatwość przytkania kogoś na planszy. Istnieją metody pozwalające diagnozować sytuację zawodników, ich postęp i generowany dochód, co pozwala na szybkie i niestety precyzyjne wskazanie delikwentów będących już de facto wyeliminowanymi. Nie zawsze jednak grupa orzeknie o zamknięciu sesji, dwie osoby mogą nadal toczyć równy bój o zwycięstwo, a poza tym komuś zależeć będzie na drugiej, czy trzeciej lokacie, no i przede wszystkim - jest taka pokusa naturalnego zakończenia spotkania, w które zainwestowało się już i tak ogrom czasu. Nieszczęśnicy z ogona stawki nie będą niestety mogli spokojnie odgrywać roli biernych uczestników wydarzeń, gra nadal upomni się o nich w ich turach, bo a to musisz nabyć pociąg, a to trzeba skombinować pieniądze z własnej kieszeni, zdarzy się więc jeszcze otrzymywać kopniaki nawet wtedy, gdy już leżysz na macie. Randomowe ruchy przegranych też psują zabawę, ale silenie się na mądrości między długimi, analitycznymi działaniami radosnej konkurencji, może być ponad siły nawet najbardziej gruboskórnych planszówkowiczów.

Ponieważ przyjdzie nam tu sporo przeliczać, gra jest podatna na zwykły ludzki błąd. Raz do zabawy na żywo zaangażowaliśmy aplikację, która wyręczała nas w obliczeniach, jakie staraliśmy się prowadzić. I tak okazało się, że ktoś zapomniał wziąć udział, ktoś miał mniej lub więcej pieniędzy niż powinien, tudzież przełożył coś niechcący z kasy prywatnej do majątku spółki. Jak i pozostałe, tak i ta osiemnastka wymaga niezwykłej uwagi, bo popełnionych nieumyślnych błędów po prostu czasem nie da się naprawić

I powiecie teraz, że to wszystko przychodzi z doświadczeniem i owe mankamenty znikają po osiągnięciu pewnego poziomu przez uczestników starcia. A ja na to, że zgoda, ale życzę powodzenia w poszukiwaniu grupy, która będzie chciała ogrywać określony tytuł z tej serii regularnie. Wciąganie amatora do zabawy z osobami, które mają choć dwa starcia za sobą, to wpuszczanie delikwenta na minę, chyba, że zdecydujemy się suflować każdy jego ruch (co nie dość że wygląda żałośnie, to i tak może skończyć się katastrofą, a więc odbiciem od systemu na dobre). 1846 działa najlepiej wśród osób z identyczną liczbą gier za pasem, tu nawet umiarkowany wyga rozniesie w pył mniej doświadczoną konkurencję, bo widzi i wie dużo więcej. Najwyraźniej mieszkaniec króliczej nory 18xx jest zbudowany inaczej.

W większości przypadków miałem poczucie efektu kuli śnieżnej, dzięki której bogaci stawali się jeszcze bogatsi i odrywali się od peletonu. Na pewnym etapie nie ma możliwości powstrzymania konkurencji, nowych spółek do założenia jest niewiele i nie wystarczy ich dla wszystkich, tory pobudowane, trasy przejezdne i dupa, przyglądamy się bezsilnie mnożącej majątek konkurencji. Ta gra ma zresztą taki motyw przypominający mi rozszerzający się wszechświat na przykładzie nadmuchiwanego balona. Wszyscy niby zarabiają, rosną, ale odległości między nimi zazwyczaj też, to są takie krzywe, które się rozjeżdżają i w zasadzie nie mają szansy się przeciąć. Prowadziło mnie to nie raz do takiego dość przygnębiającego spostrzeżenia, że przy trzecim SR karty są w zasadzie rozdane i nie za wiele da się już wskórać. Tak, ja wiem - więcej doświadczenia i można zdziałać cuda, ale te się zdobywa kosztem kilkudziesięciu godzin intensywnych, wyczerpujących sesji przy stole. By znaleźć się na odpowiednim poziomie, trzeba naprawdę bardzo, bardzo chcieć.

Siedem dostępnych w grze spółek, zdjęcie Johna Tamplina z BGG
Siedem dostępnych w grze spółek, zdjęcie Johna Tamplina z BGG

Działanie na giełdzie nie są zbyt interesujące. Właściwie zawsze inwestujemy w naszą spółkę, by potem nabyć jak najwięcej udziałów w innych celem pasywnego dochodu. O ile inne osiemnastki skupiają się na obrocie papierami wartościowymi, tutaj wszystko wygląda dość linearnie i blado.

Zarówno 1846, jak i spodziewam się inne pozycje z serii, desygnowane są graczom o określonej charakterystyce. Tu ten, kto skrupulatnie liczy, pokona szacującego, jak nie odrobisz pracy domowej, nie zepną ci się rachunki w kluczowym momencie starcia. Tak jak fajnie się bawić tytułem w mojej różnorodnej grupie, tak nie jestem pewien, czy dobrze bym się czuł otoczony hardcorowymi wyznawcami gatunku...

OCENA KOŃCOWA

Kiedy wymieniałem te mankamenty fanowi osiemnastek z grupy, kontrował je stwierdzeniami - w innych grach jest podobnie. Gaia Project też dopuszcza odjazd na torze punktacji, też trzeba liczyć, a doświadczenie promuje. Okej, ale to nadal rozgrywka o co najmniej połowę krótsza, zawierająca ciut więcej "prostackiej" zabawy a mniej "poważnego", analitycznego skupienia. Generalnie większość planszówek to niższy próg wejścia i mniejsze ryzyko sparzenia na systemie, który albo u kogoś zaskoczy, albo zmęczy i zdeprymuje na dobre. W tym kontekście ciekawym rozwiązaniem może być uczestnictwo w starciu online za pośrednictwem strony 18xx.games, co nie tylko znacząco skraca czas sesji, ale i pozwala na wypróbowanie tytułu przed ewentualnym zakupem. I o ile jestem wielkim orędownikiem takiego właśnie sposobu stawiania pierwszych kroków w uniwersum "osiemnastek", to i tu muszę dopisać wielkie ALE ku rozwadze zainteresowanym. Forma cyfrowa może uprościć rachunki do poziomu rozleniwienia gracza, który przestaje uważnie śledzić co i właściwie gdzie jeździ po mapie; możliwości sprawdzania kroków, cofania ruchu, optymalizacji działań są zbyt duże, tu czasem klikasz by wypluć wynik, zamiast odnaleźć go samodzielnie. Przede wszystkim zaś tracisz kontakt z człowiekiem przy stole, mikrofon i słuchawki to jakiś substytut spotkania, no i czy odbywa się ono nadal przy planszówce, czy przy aplikacji? Ekran nigdy przecież nie zastąpi tektury, znaczników i stukających żetonów w dłoni.

Być może najlepszy sposób wejścia w system - kilka gier online, a potem gra na żywo z błagalną prośbą o możliwie szybkie procedowanie ruchu
Być może najlepszy sposób wejścia w system - kilka gier online, a potem gra na żywo z błagalną prośbą o możliwie szybkie procedowanie ruchu

Osobiście jestem na etapie fascynacji systemem, który jednak pewnie nigdy nie stanie się moim ulubionym. 1846: The Race for Midwest to bardzo dobra gra, ale ciut zbyt męcząca "na żywo" i jednak mechaniczna online. Za samą ideę wlepiłbym dziewiątkę, ale pomny wymienionych wcześniej wad przyznam jej 7.5, a więc ocenę, która nadal utrzymuje mnie w gotowości do kolejnych spotkań. To jest tytuł który Wam absolutnie polecam, szczególnie gdy cenicie gatunek euro, choć wymaga on bardzo dobrego nauczyciela (i tu dziękuję, Marcin, za cierpliwość!), świadomej grupy i odrobiny szczęścia, by wszystko zaskoczyło i dało promyk nadziei na przyszłe sesje. Oczyma wyobraźni widzę siebie powracającego do różnych pozycji z repertuaru 18xx tak raz w miesiącu na żywo, bo tyle pewnie czasu potrzebowalibyśmy jako grupa na regenerację. Taka częstotliwość w sam raz, by cieszyć się w zrównoważony sposób gatunkiem, w którym jest naprawdę jeszcze wiele do odkrycia.

7.5/10

BGG LINK







 
 
 

Kommentare

Mit 0 von 5 Sternen bewertet.
Noch keine Ratings

Rating hinzufügen

JEŚLI SZUKASZ KONTAKTU, WYPEŁNIJ FORMULARZ

Dzięki za kontakt!

© 2035 by On My Screen. Powered and secured by Wix

bottom of page