top of page
  • Twitter
  • Facebook
Szukaj

COFFEE TRADERS

  • Zdjęcie autora: Kamil Kuklo
    Kamil Kuklo
  • 5 lut
  • 8 minut(y) czytania

Trudność opanowania tytułu równa 4.2 na BGG, konkretny temat, ekonomia, oczopląs na widok rozstawionej gry, zgrabna kreska z elementami Excela, dobre komponenty i obecność na najpopularniejszych międzynarodowych kanałach związanych z planszówkami. Co z tego, że tytuł utknął w drugiej pięćsetce rankingu, a liczba kopii na samym tylko GeekMarket wynosi ponad 50, pereł przed wieprze się nie rzuca, a internauci nie raz downgradeowali solidne designy bez merytorycznych powodów. Tak właśnie polubiłem Coffee Traders na papierze, bo dawał nadzieję na wymagające, klimatyczne, gęste od treści i oparów kawy spotkanie, a że nie zawsze rozsądek góruje nad wewnętrznymi potrzebami gracza (dobrze wiecie, co mam na myśli), to w afekcie zorganizowałem sobie kopię i wyłożyłem ją przed moją fantastyczną grupę. Oczyma wyobraźni widziałem już zachwyt moich przyjaciół, prośby o serię kolejnych sesji, a tak naprawdę skończyło się na ciszy, której w końcu nawet i ja nie miałem ochoty przerwać.

TEMAT

O ile mi wiadomo pierwotnie mieliśmy produkować narkotyki, a skończyło się na kawie, co być może doprowadziło do powstania tego tematu "na niby". Kim my tutaj jesteśmy? Niby plantatorami, niby nadzorcami, niby handlarzami, niby eksploratorami, a tak naprawdę nikim w szczególności. Cały kofeinowy aspekt gry jest przede wszystkim obecny wśród komponentów z podręcznikiem włącznie, bo albo coś przypomina kształtem ziarno kakaowca, albo wydaje się być utytłane rozlanym espresso. Mechaniki, a nawet, o zgrozo!, produkowane surowce, są w zasadzie abstrakcyjne i osobiście ani razu nie czułem się jak ten gringo, czy choćby muł z okładki, że o roli globalnego producenta wykwintnej kawy nie wspomnę. Na pierwszy rzut oka jest niby obiecująco, ale wystarczy pierwsza runda, by zdemaskować cały wciskany nam kit. Mam nieodparte wrażenie, że zbudowany wokół baronów narkotykowych temat znalazłby lepsze odzwierciedlenie w gameplayu, no ale gromy posypałyby się z innej strony... Pod względem historii wychodzi mi więc dwója.

ZASADY

Coffee Traders to w zasadzie sałatka punktowa, która toczy się przez trzy rundy po sześć faz każda. Ideą gry jest produkcja pięciu typów kawy, ich pozyskanie i sprzedaż, co pozwoli wykonywać kontrakty i pchać się na torach skojarzonych z powiązanym typem produktu. Warto dodać, że o ile wspólnie tworzymy generujące surowiec plantacje, to musimy już walczyć o pierwszeństwo podczas zbiorów, cała reszta akcji to działania mające na celu zapewnienie nam większości w rejonach świata lub wśród dostawców towaru do kafejek. Aż chce się rzec - klasyczne euro bez innowacji, jeśli za taką nie uznamy mechaniki "piggy back", a więc powielania akcji poprzedniego gracza (co przypomina rozwiązania choćby z Lisboa, Concordia czy Earth). Nic wyjątkowo trudnego, raczej słaba czwórka z minusem w pięciostopniowej skali ciężkości, przyznana tylko i wyłącznie za wątpliwą intuicyjność reguł, a nie ich nadmiar i skomplikowanie. Jednym słowem jest stosunkowo łatwo, ale często - nielogicznie.

OPRAWA GRAFICZNA

Bez wątpienia dołożono wielu starań, by zrekompensować abstrakcyjność rozgrywki stroną wizualną projektu i to się raczej udało. Planszetki są top, okładka i styl podręcznika również, ale sama plansza główna mnie nie porywa. Indonezja, Kolumbia, Brazylia, jeden czort, z lotu ptaka to bliźniaczo podobne pola na budynki i plantacje otoczone wyjątkowo generycznym terenem. Tracki są eleganckie, szczególnie kolumny coffee bars, ale bynajmniej nie doprowadziły do urwania czegokolwiek z mojego ciała. Niby więc wszystko tworzy intrygujący bałagan na stole, ale powtarzalność głównych elementów szybko rzuca się w oczy, skutkiem czego przyznaję grze jedynie tróję z plusem.

Patrząc na Coffe Traders w oczach mi się... czworzy, zdjęcie Doctor Meeple z BGG
Patrząc na Coffe Traders w oczach mi się... czworzy, zdjęcie Doctor Meeple z BGG

KOMPONENTY

Króciutko - doskonałe. Projekt kosztuje swoje (około 400 złotych z drugiej ręki), ale w środku skrywa srebrne monety, śliczne znaczniki kawy, czy drewniane budynki. Być może przydałyby się dwuwarstwowe planszetki graczy co by lepiej trzymały wskaźniki posiadanego typu surowca, ale zapewne przemawia przeze mnie już rozpieszczony planszówkowy bachor. Rozpakowywanie pudła przypomina nieco otwieranie prezentu na Boże Narodzenie i to po roku dobrych uczynków cieszących Mikołaja. Jest wszystkiego dużo i rzeczywiście na bogato.

INTERAKCJA

Cała subtelna interakcja troszeczkę zlewa się tutaj z kooperacją, no i zdecydowanie najwięcej przyjdzie nam dłubać indywidualnie. Niestety Coffe Traders w ogóle nie ma w sobie walki z konkurencją, bo choć niby podstawy ku takiej są, to jakoś nie przekonują, zupełnie jakby autor chciał, a nie potrafił ich porządnie zaprojektować. I tak sporo punktów uciułamy za posiadaną większość plantacji i budynków w różnych rejonach świata plus przewagę znaczników kawy w kolumnach popytu kafejek. Dodatkowym ważnym elementem jest znalezienie się w czubie kolejki po zbiory z danego regionu, choć w tym przypadku różnica pomiędzy przodownikiem a pozostałymi graczami rzadko wyniesie więcej niż dwa surowce. Bez wątpienia najciekawszą mechaniką związaną z interakcją jest wspomniane wcześniej wożenie się na barkach poprzednika ("piggy back"), a więc powielanie jego wyborów po znacznie niższym koszcie, którego każdy stanie się prędzej lub później ofiarą, bądź beneficjentem. Żaden to jednak klimat cut-throat, funkcjonujemy raczej w atmosferze szorstkiej przyjaźni, pozbawieni narzędzi na okazję do solidnego wymierzenie ciosu. 2.5/5

ZALETY

Po każdej rozgrywce miałem ochotę ocenić grę wysoko, gameplay jest gładki, płynnie przechodzimy z tury do tury, wszystko angażuje, nie przytłacza i zamyka się w około 4 godzinach (wliczając nauczanie) z pięcioma graczami przy stole. Komponenty są bardzo dobre, całość wygląda ładnie i nawet jeśli temat nie trafia do nas wprost, to może z jakąś filiżanką kawy, czy po lekturze podręcznika (zawierającego sporo informacji pobocznych) zacznie się powoli przebijać przez dość mechaniczne akcje. Wymaga to nieco wysiłku, ale ostatecznie się da.

Wynik poznajemy na końcu, co przy większości projektów uznaję za plus, ktoś gdzieś ugra więcej niż pozostali i mentalnie pozostaje w grze bez względu na to, że faktycznie jest już poza rywalizacją. Przy okazji - mamy sporo miejsc do ciułania punktów, wymaganą większość w regionie możemy zdobyć przysłowiowym rzutem na taśmę i chociaż powinniśmy wypadać nieźle w każdym aspekcie rywalizacji, to posiadamy przestrzeń na drobne korekty tych poszczególnych źródełek VP (tu zainwestuję coś ekstra by zgarnąć większą pulę kosztem drobniejszej aktywności na innym polu). Coffee Traders pozwalają zająć się konkretnym zadaniem przez cały czas trwania rywalizacji, jak choćby realizacją dwóch kontraktów na rundę, co daje poczucie satysfakcjonującego marszu w określonym celu.

Choć większość osób przestrzega przed zabawą w maksymalnym gronie, ja oceniam ją bardzo pozytywnie. Generalnie to jest tytuł dedykowany większym grupom, pudło wręcz głosi - od trzech do pięciu, co swoją drogą wzbudziło moje autentyczne zdziwienie gdy w środku odnalazłem książeczkę z oficjalnymi zasadami do starcia we dwoje (czyżby dodatek "last minute"?). Nie próbowałem takiego wariantu, ale z tego, co czytałem, do gry dołączamy wówczas automę wykonującą swoje ruchy nieco w ciemno. Osobiście określiłbym tę opcję jako plan awaryjny, ale jak brakuje kompletu, to i przysłowiowego raka ochrzcimy mianem ryby. Byłbym zapomniał - fanów pasjansu ucieszy tryb solo, którego - tradycyjnie - nie testowałem.

WADY

Największą wadą, która znajdzie swoje odbicie w ocenie końcowej, jest brak regrywalności. To nie jest tak, że jest ona niska, jej po prostu absolutnie nie ma, co rozgrywkę mamy to samo, a proponowane zmiany są wyłącznie pozorne (nie ma znaczenia gdzie pojawią się nasze plantacje startowe, czy jakie kontrakty nam przypadną, albowiem żaden surowiec nie jest lepszy od drugiego; wymóg dostarczenia trzech brązowych, jednego fioletowego i jednego jasno niebieskiego rodzaju kawy nie zdeterminuje więc naszej strategii, skoro równie dobrze dane kolory mogłyby być zastąpione innymi). Nagrody za wypełnienie zleceń, stawiane budynków, bonusy na Arabica Track są wydrukowane i niezmienne, jedynie milestonesy dla całej grupy losujemy z setupu na setup, ale tych jest niewiele (dziewięć, z czego wykorzystujemy trzy na rozgrywkę) i w sumie mają tożsamy "feeling". Niestety, po pierwszej rozgrywce docieramy właściwie do ściany różnorodności, co można skwitować jednym słowem - dramat.

Skoro jesteśmy przy wyraźnych niedociągnięciach projektu, nie wolno przemilczeć jakości podręcznika. Dołączony do pudła skopano do tego stopnia, że w sieci udostępniono już bodaj dwie wersje ulepszone, nie wolne zresztą od błędów. Manual potyka się o swoje nogi już na etapie setupu, wskazując pola gdzie należy umieścić komponenty bez wyraźnego pokazania - jakie. Wiele istotnych informacji zapisana jest tekstem pochylonym i mniejszą czcionką z adnotacją "Notatka", co doprowadziło mnie do szału, gdy w ten sposób pominęliśmy fundamentalną zasadę w naszej pierwszej, inauguracyjnej rozgrywce. Za tak pokraczny, niedopracowany twór, wydawnictwo powinno opublikować oficjalne przeprosiny i wysłać poprawione książeczki klientom na koszt firmy, ale takich chyba jeszcze nie zdołało zredagować.

Brnąc przez naukę zasad możemy utknąć już na pierwszych stronach
Brnąc przez naukę zasad możemy utknąć już na pierwszych stronach

Opracowanie graficzne, choć momentami bardzo atrakcyjne, jest wybitnie nieprzyjazne graczom. O ile planszetki pięknie pokazują, od lewej do prawej, kolejne fazy rundy, dlaczego ich numeracja ukazana jest w różnych miejscach, wyżej bądź niżej, co prowadzi do wrażenia pominięcia określonego kroku? Kto wpadł na pomysł, by ikonę oznaczającą postęp na torze arabiki ukazywać inaczej na planszetkach, a inaczej na planszy głównej? Jaki sens przyświecał umieszczeniu symboli budynków bezpośrednio pod ich drewnianymi odpowiednikami, przez co są zasłonięte i nie jesteśmy w stanie określić, w którym regionie możemy je postawić? Skąd ten brak konsekwencji w ustaleniu miejsca, gdzie pojawia się wymagany koszt lub nagroda na planszetce gracza, albowiem raz to boki określonych pól, raz ich dół, a raz góra? Dlaczego ilustracje w podręczniku wykorzystują grafikę nieistniejącą nigdzie na planszy? Niestety, podobne mankamenty można tylko mnożyć.

Przykłady akcji w manualu, zamiast zdjęć, opisano za pomocą ilustracji zupełnie niezwiązanych z faktyczną szatą graficzną gry; wyjątkowa ekstrawagancja...
Przykłady akcji w manualu, zamiast zdjęć, opisano za pomocą ilustracji zupełnie niezwiązanych z faktyczną szatą graficzną gry; wyjątkowa ekstrawagancja...

Olbrzymim niewykorzystanym potencjałem są dla mnie regiony i ich struktura, albowiem każdy wygląda de facto identycznie. Ubolewam, że sieć połączeń, liczba miejsc na plantacje w każdym rzędzie, czy pól na budynki nie jest choć trochę zróżnicowana. Toczenie takiego samego pojedynku o większość na pięciu zduplikowanych obszarach (bez względu na to, czy gramy w dwójkę, trójkę, czy pięciu!), jest pozbawione rumieńców, no i ostatecznie skupimy się na około dwóch, gdzie zainwestujemy największe środki. Każdy przy stole ma szansę uszczknąć tyle samo, brak tu przestrzeni na interesujące zagrania, stawianie blokad, omijanie ich i tak dalej, i tak dalej. Dostajemy straszliwą powtarzalność tam, gdzie powinno dziać się najwięcej.

Coffee Traders wymaga od nas zatrudniania pracowników na plantacji, co w teorii brzmi nawet nieźle, ale w praniu jest wręcz banalnym rozwiązaniem. Raz przypisany robotnik zostaje przyspawany do stanowiska, ich liczebność w zasadzie jest zawsze wystarczająca i służy bardziej pchaniu znaczników kawy na torze arabiki, aniżeli jakiejkolwiek rywalizacji o ręce do pracy. Generalnie gameplay jest okrojony z wszelkich gospodarczych aspektów, nie ma popytu, podaży, wahań cenowych, zbieramy kawę, odwracamy kontrakty z planszetki i zyskujemy bonus. No nie takiego ekonomicznego euro się spodziewałem...

Budynki i kontrakty w gameplayu to wdzięk upudrowanych zwłok, czysta mechanika pozbawiona treści; zdjęcie Clay Ross z BGG
Budynki i kontrakty w gameplayu to wdzięk upudrowanych zwłok, czysta mechanika pozbawiona treści; zdjęcie Clay Ross z BGG

Rozgrywka w dużej mierze ogranicza się do monotonnego przeliczania ilości zdobywanej kawy względem kontraktów czekających na realizację. Niestety nie jest do specjalnie ekscytujące, a i może wydłużyć spotkanie, gdy wyjątkowo skrupulatny gracz rozpocznie kalkulacje czego i w jakiej liczbie dokładnie potrzebuje. System rozdzielania ziaren między handlarzy jest również czasochłonny, choć samą mechanikę oceniam na plus.

Osobiście irytuje mnie sposób funkcjonowania w grze budynków, począwszy od ich nieintuicyjnego rozmieszczenia na planszetkach (dokonujemy tego wyłącznie podług wielkości komponentów). W podręczniku figurują jako stacja mycia, sortowania, szpital lub magazyn, ale to wyłącznie puste słowa. Ich przeznaczenie jest totalnie abstrakcyjne, nie mają żadnego znaczenia w regionie poza zdobywaniem większości, co również uznaję za zaprzepaszczoną szansę.

Tokeny zwierząt i liści, jakie przyjdzie nam gromadzić, zupełnie nie pasują do rdzenia projektu i wydają się wciśnięte w grę kolanem. Trudno wytłumaczyć czym właściwie są i dlaczego wpadają w nasze ręce poza koniecznością drobnego skomplikowania tytułu. Takie obce ciało w grze udającej symulację handlu kawą.

Na koniec słów kilka o rozszerzeniu, które może zostać wkrótce wydane. Najwidoczniej autorzy postawili inną niż moja diagnozę, skoro problemy designu zdecydowali się leczyć asymetrycznymi postaciami, nowym sposobem kolekcjonowania tokenów, czy koniecznością sadzenia kakaowców. Uważam ten dodatek za totalne nieporozumienie, coś, czego nawet jako potencjalny fan Coffee Traders w obecnej postaci, nigdy bym nie nabył. Dlaczego nie zaproponowano, na przykład, jednej mapy, zróżnicowania obecnych, wprowadzenia różnorodnych kafli bonusów, czy ciekawszych kontraktów? Przygotowany materiał wręcz psuje coś, co już w sumie działało (równe szanse graczy, abstrakcyjny, ale dość satysfakcjonujący counter track, czytelna walka o większość w regionach), potwierdzając starą prawdę, że czasem lepsze jest wrogiem dobrego.

Sneak peek na asymetryczne postacie z nadchodzącego rozszerzenia, czyli coś, czego podstawka zupełnie nie potrzebuje; zdjęcie Luuk Remie z BGG
Sneak peek na asymetryczne postacie z nadchodzącego rozszerzenia, czyli coś, czego podstawka zupełnie nie potrzebuje; zdjęcie Luuk Remie z BGG

OCENA KOŃCOWA

Trudno ocenić grę, która niby działa, sprawia mi przyjemność na koniec rozgrywki, ale jakoś niespecjalnie kusi, by wracać do tytułu w przyszłości. Linearny gameplay, gdzie siłą rzeczy posuwamy się po wszystkich ścieżkach do sukcesu, metodycznie i efektywnie, po prostu mnie nie przekonał. To zresztą taki dziwny twór, jakby niedopracowany, oferujący w pewnym stopniu trzy mechaniki worker placement, zero regrywalności i bój o większość na pięciu do bólu identycznych obszarach. Mechanicznie na pozór wszystko ostatecznie się mniej lub bardziej zgadza, ale jednak brakuje w tym ikry, choćby jednej wyróżniającej się idei, która na moment przyspieszyłaby puls graczy i złamała wszechobecną monotonię. Zaproponowane bezpieczne, choć dość niedoskonałe rozwiązania, pozwalają się grzecznie bawić, ale mi nie dały wystarczających argumentów, by zatrzymać pudło w kolekcji. Grze przyznaję więc szóstkę, z żalem, bo gdzieś tu były podwaliny na coś ponad pasjansowe odhaczanie kontraktów i zgarnianie bonusów. Polecić nie polecam, ale na swoim przykładzie przestrzegę, by Wasz każdy zakup poprzedzał skrupulatny research. Wydawnictwa doskonale zdają sobie sprawę, że w tym hobby kupujemy oczami, a kolejne planszówkowe rozczarowanie odreagowujemy następnym kompulsywnym zakupem. Czytajcie zaufanych recenzentów, wsłuchujcie się w niezależne opinie, a Coffee Traders spróbujcie tylko i wyłącznie nie na swojej kopii. Nie świrujcie jak ja, to nie jest produkt wart Waszych pieniędzy, a w dłuższej perspektywie i czasu.

6/10

BGG LINK











 
 
 

Comments

Rated 0 out of 5 stars.
No ratings yet

Add a rating

JEŚLI SZUKASZ KONTAKTU, WYPEŁNIJ FORMULARZ

Dzięki za kontakt!

© 2035 by On My Screen. Powered and secured by Wix

bottom of page