top of page
  • Twitter
  • Facebook
Szukaj

POLIS

  • Zdjęcie autora: Kamil Kuklo
    Kamil Kuklo
  • 20 lis 2024
  • 6 minut(y) czytania

Gry wojenne to niekoniecznie moja bajka, plansza jest na ogół pełna "pizdrycznych" elementów o gabarytach 5mm na 5mm, rozgrywka trwa długo i wymaga opanowania wielu mikro zasad, a co za tym idzie - częstych partii w możliwie krótkim okresie czasowym. Generalnie preferuję też spotkania w szerokim gronie, a wariant dwuosobowy jest zwykle jedynym, jaki dopuszczają rzekome klasyki tego gatunku (Imperial Struggle czy Sekigehara). Do Polis jednak skusiła mnie rekomendacja mojego dobrego kumpla Marcina, który przedstawił pozycję jako mariaż planszówki wojennej i klasycznego euro, a że facet ma niesłychanego nosa do wynajdywania perełek zalegających często na dalszych pozycjach rankingu BGG (obczajcie Homeworlds, Great Zimbabwe, czy Startups), to zaufałem mu po raz kolejny.

TEMAT

W Polis gracze przenoszą się do V wieku p.n.e. by przejąć kontrolę nad dwoma rywalizującymi ze sobą poleis ówczesnej Grecji - Spartą i Atenami. Całe starcie potrwa trzy rundy odpowiadające autentycznym okresom w dziejach, na początku których dociągana będzie karta wydarzenia, wprowadzająca zgrabną anegdotą historyczną nowe zasady lub modyfikująca już te obowiązujące. Zwycięstwo przypadnie temu, kto skuteczniej zdominuje rywala pod względem militarnym i ekonomicznym, rozszerzy swoje panowanie o nowe obszary wraz z powiązanymi z nimi możliwościami produkcyjnymi, albowiem to nie bezpośrednia walka, a logistyka jest w tym projekcie kluczem do sukcesu. Dostępny wachlarz działań jest sensowny, możemy właściwie każdy aspekt gry wytłumaczyć merytorycznie, toteż za temat Polis wlepię ocenę najwyższą. Wykonano tu naprawdę kawał porządnej roboty.

ZASADY

Setup gry jest zawsze ten sam i wskazuje które miasta znajdują się pod kontrolą każdej ze stron, iloma jednostkami wojskowymi dysponują oraz z jakimi zasobami rozpoczną rywalizację. W centrum naszej uwagi będzie Prestiż, będący zarówno synonimem punktów zwycięstwa, jak i kosztem, który musimy ponieść wykonując silniejsze akcje. A tych do dyspozycji mamy łącznie jedenaście, z czego gracze wybierać będą zawsze dwie różne, naprzemiennie, aż do chwili spasowania przez obojga, co wywoła kolejną rundę starcia. Przyjdzie nam więc rozbudowywać armię, przemieszczać oddziały na mapie, oblegać miasta, ściągać daniny, wznosić budowle, handlować, wzniecać wojny domowe, czy inicjować je bezpośrednio przeciwko konkurentowi po drugiej stronie stołu. W tym przypadku rozstrzygane one będą za pomocą prostej mini gierki karcianej, na skutek której ktoś straci oddziały, ktoś zyska punkty zwycięstwa, o ile rywal nie zbiegnie z pola walki nim w ogóle dojdzie do konfrontacji. Zabawa trwa do momentu spasowania przez dwie strony w rundzie trzeciej, ale może zostać zakończona przedwcześnie, gdy ktoś wypstryka się z Prestiżu lub nie będzie w stanie wykarmić mieszkańców swoich stolic. Zasady nie są skomplikowane, ale mimo wszystko wymagają nieco praktyki by przypadkiem nie wpaść w kłopoty z powodu ich błędnej interpretacji (szczególnie "fiddly" są oblężenia, czy ustalenie kosztów działań Proxenosa). Kręcąc nosem przyznam projektowi 3.5 za ciężar, choć zapewne znajdą się tacy, którzy podnieśliby ocenę do pełnej czwórki (zresztą, może i słusznie?).

Jedenaście na pozór prostych akcji z pomocy gracza; wyjątki i mikro zasady odnajdziemy tylko w podręczniku

OPRAWA GRAFICZNA

Okładka jest dość wydumana, ale pudło posiada fajną obwolutę, dzięki której na półce sprawia wrażenie jakiejś cennej księgi. Plansza z kolei to czysta i zgrabna estetyka zbliżona do City of Big Shoulders, czy Teotihuacan, a więc minimalistyczne wykonanie z ograniczoną do raptem kilku tonacji paletą barw. Podobają mi się utrzymane w podobnym duchu planszetki gracza, ale na przeciwległym biegunie lokuję karty miast i budowli, którym brak splendoru na jaki tematycznie zasługują. Z daleka stół prezentuje się więc nieźle, lecz gra traci nieco przy bliższym przyjrzeniu się komponentom. Pominąwszy jednak ten drobny mankament pierwsze wrażenie jest bardzo obiecujące, toteż przyznaję Polis czwórkę w pięciostopniowej skali, szczególnie w zestawieniu z co poniektórymi wojennymi szkaradami.

Jak to mawiał Jim Carrey, "czasem mniej znaczy więcej", zdjęcie Waxence z BGG

KOMPONENTY

Życzyłbym sobie takiej jakości komponentów w większości gier planszowych - najzwyklejsze sześciany, cylindry, nieco fikuśniejsze figurki Proxenosów i kupców, plus super fajoskie, dwuwarstwowe planszetki graczy i taka sama plansza główna. Jedyny zarzut, którego mogę doszukać się w kwestii wykonania, to konieczność upchania owych solidnych elementów w pudle, które nie pozostawia wiele przestrzeni na jakikolwiek błąd. Pomijając jednak ten drobny zgrzyt, całość jest bardzo funkcjonalna i doskonale "się czyta" w czasie samej rozgrywki.

INTERAKCJA

Czy czeka nas bezpośrednia konfrontacja, czy może bardziej subtelna rywalizacja gdzieś na zapleczu, zależeć będzie od samych uczestników zabawy. Design uniemożliwia przeprowadzenie jakiejkolwiek walki w pierwszej rundzie, w kolejnych czyni je tylko prawdopodobnymi, więc może się zdarzyć, że gracze będą się czujnie obchodzić aż do samego końca starcia. Pomimo to nadal przyjdzie nam odcinać rywala od obszarów na mapie, czy szlaków handlowych, co nasuwa skojarzenia z atmosferą zimnej wojny najlepiej chyba oddającą specyficzny charakter rywalizacji. Widmo głodu będzie nam tu zaglądać w oczy chyba nawet bardziej niż perspektywa klęski na polu walki, stąd za te logistyczne planszówkowe szachy przyznam Polis trójkę z plusem. Nie jest to więc ani piknik, ani walka w klatce na noże, raczej koegzystencja z wrogo nastawionym sąsiadem. Czysta polityka.

W Polis jak boksie - badamy przeciwnika, nim zdecydujemy się wyprowadzić cios, zdjęcie J.V. z BGG

ZALETY

Od szczegółu do ogółu - gra wygląda bardzo dobrze, potężna, dwuwarstwowa plansza jak i planszetki graczy to dość rzadki rarytas, znaczniki są zgrabne i całość prezentuje się na stole bardzo elegancko. Setup nie trwa długo, karty miast w zasadzie możemy wyłożyć jak nam się żywnie podoba, przetasujemy talię wydarzeń, zainscenizujemy sytuację wyjściową na mapie i cześć. Teardown zajmuje jeszcze której bo wymaga znacznie mniej uwagi, zdecydowaną większość spotkania przeznaczymy więc na merytoryczną część designu, a więc czystą rywalizację. Plus.

Polis to faktycznie świetna euro-wojenna hybryda, coś, co może przyciągnąć sympatyków jednego gatunku do drugiego. Wydajemy surowce, manipulujemy Prestiżem, wszystko by porozpychać się na mapie i w stylu Agricoli nakarmić poddanych nam obywateli. Brak tu częstych przerzutów kości, gra oferuje tylko jedną, czterościenną, wykorzystywaną sporadycznie, a więc niekoniecznie determinującą ostateczne rozstrzygnięcia na planszy.

Te nieustanne przeciąganie liny, ubieganie przeciwnika nim przejmie określony projekt lub obszar, przypomina mi rywalizację w Arcs, gdzie każda akcję może rodzić reakcję. System egzekwowania naprzemiennie dwóch działań jest świetny, daje poczucie swobody, a jednocześnie pozwala zastawić pułapkę na kilka ruchów do przodu. Niewinne przesunięcie jednostek może więc odciąć wroga od szlaków handlowych, Proxenos pozwala w jednej turze przekupić niepilnowane poleis, tu trzeba mieć oczy dookoła głowy, by nie znaleźć się szybko w tarapatach.

Choć to zawsze identyczny setup, to rozgrywka może potoczyć się różnie. W Polis grałem trzy razy i zawsze wpadałem na inne pomysły, czy w różne kłopoty, raz goniłem rywala, który konsekwentnie unikał walki, innym razem wykrwawiałem się niemiłosiernie w bojach. Sytuacja na mapie jest delikatna, jeden zdecydowany ruch może porządnie zamieszać w tym peloponeskim kotle, rozgrywka naprawdę angażuje i zachęca do analiz - jak mógłbym zaskoczyć oponenta następnym razem już w pierwszych turach starcia?

Polis rozpieszcza nas niekoniecznie niezbędnymi dwuwarstwowymi planszami, zdjęcie Devira Iberii z BGG

WADY

To jednak nadal zabawa tylko we dwoje, a regrywalność wisi na możliwości gry raz jedną, a raz drugą stroną. Jak wspomniałem, to bardzo interesujące starcia, ale mimo wszystko dodatkowy scenariusz, czy wariant na trzech i czterech graczy, wywindowałby tytuł do jeszcze wyższego poziomu.

Rozgrywka może trwać wiele godzin; o ile pierwsza runda mija stosunkowo szybko, to kolejne potrafią zabrać cały wieczór, nawet do późnych godzin nocnych. Osoby skłonne do paraliży decyzyjnych powinny trzymać się od pudła z daleka.

Karty miast to zdecydowanie najmniej atrakcyjny komponent gry. Wszystkie, poza wartościami, wyglądają niemal identycznie, to samo dotyczy kafli projektów, które wywołują efekt "meh". Niestety są ważne i będziemy sięgać po nie regularnie, co obniża nieco doznania estetyczne z rozgrywki.

Minimalistyczna do bólu kreska zupełnie nie pasuje do cudów starożytnego świata, zdjęcie Waxence z BGG

System walki, choć dość sprytny, nie budzi wielkich emocji. Ostatecznie bawimy się w trochę zmodyfikowaną wersję dziecięcej "wojny", gdzie wyższe wartości są zawsze lepsze od niższych. Co ciekawe batalia nie dopuszcza do całkowitej zagłady jednostek rywala, ale drobnego uszczuplenia jego obecności w obszarze. Wykładamy karty, liczymy na łut szczęścia, ani tu szans na przechytrzenie rywala, ani zyskania kontroli nad przebiegiem starcia. Trochę nudnawo.

Żałuję braku solidniejszych pomocy gracza, czegoś, co na małej przestrzeni opisywałoby graficznie dopuszczalne możliwości egzekwowania akcji. W efekcie często przyjdzie nam sięgać do podręcznika, by upewnić się, że dobrze zrozumieliśmy zasady rozgrywki w odniesieniu do zaistniałej sytuacji na mapie.

OCENA KOŃCOWA

Polis to dla mnie ósemka z plusem, może nieco naciągana, bo nie czuję potrzeby częstego rozkładania gry na stole, ale potrafię rozpoznać design najwyższej próby gdy takowy napotkam. Uwielbiam, gdy planszówka wymusza ode mnie czytanie między wierszami, próbę odgadnięcia zamiarów konkurencji, przy jednoczesnym zachowaniu troski o dobrobyt własny. Ten euro-walor projektu zresztą wyjątkowo do mnie przemawia: mamy sporo zasobów, ale zawsze za mało, by zrealizować wszystkie plany, no i kto wie, czy w ogóle będą ku temu warunki. Piękno i prostotę tytułu świetnie ujęto we wstępie, gdzie czytamy: Fran Diaz konstruuje metaforę politycznego i gospodarczego manewru konfliktu, stworzoną poprzez naturalne i dostępne dla każdego gracza decyzje o głębi porównywalnej jedynie z tą, jaką można znaleźć w prawdziwej sytuacji życiowej. To dla mnie pozycja co najmniej ciekawa, momentami nawet fascynująca, do której spróbowania Was gorąco zachęcam. Warto!

PS Pierwsza edycja gry dostępna jest na Boardgame Arena całkowicie za darmo, zainteresowani mogą ją sprawdzić tutaj

8.5/10

BGG LINK


 
 
 

Komentar

Dinilai 0 dari 5 bintang.
Belum ada penilaian

Tambahkan penilaian

JEŚLI SZUKASZ KONTAKTU, WYPEŁNIJ FORMULARZ

Dzięki za kontakt!

© 2035 by On My Screen. Powered and secured by Wix

bottom of page