INDONESIA
- Kamil Kuklo
- 28 sty
- 8 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 29 sty

Kanał Heavycardboard jest od dawna moim źródłem inspiracji w poszukiwaniu intrygujących euro-tytułów. Jego twórca, Edward, proponuje na ogół ciężkie, ekonomiczne, wymagające analiz pozycje, których streamy zamyka luźna dyskusja między wszystkimi uczestnikami rozgrywki (o ile nie jest to content sponsorowany, ale w taki z zasady nie klikam). Oceny są różne, ale względem projektów Splotter Spielen wszyscy mają podobne zdanie - są fascynujące, bezlitosne, przemyślane, właściwie jedyne w swoim rodzaju, no i zostawiają trwały ślad po spotkaniu, rodzaj przeżycia, którego ja osobiście w tym planszówkowym hobby bezustannie szukam. I tak, wiedziony tym swoistym ciężko-kartonowym lifestylem, nabyłem pudło Indonesia, które po dłuższej chwili leżakowania na półce udało mi się zaproponować mojej pięcioosobowej grupce. Kiedy znów trafi na stół, trudno powiedzieć, ale jedno jest pewne - rozgrywki nie tyle zostawiły wspomniany wcześniej ślad, ale wykuły go w mojej pamięci z siłą metaforycznego dłuta.
TEMAT
Na pozór otrzymujemy klasyczne, suche euro umiejscowione w dość losowym miejscu na Ziemi, powiązane z produkowanymi tam surowcami, ale nie dajcie się zwieźć pozorom. Indonezja to przecież była kolonia Holandii, a więc ojczyzny autorów, w której jeden z nich spędził swoją młodość i tam właśnie wpadł na pomysł niniejszego projektu. Okoliczności tu przedstawione może nie mają wielkiego oparcia w faktach historycznych, czego dowodzą nazwy miejsc pochodzące z różnych okresów, w jakich obowiązywały, ale tytuł treść ma i ta swoista alternatywna wersja dziejów (eksport zastąpiono handlem wewnętrznym) zasługuje na co najmniej 3.5 w pięciostopniowej skali. Warto przy tym odnotować, że wszystko zostało pięknie spięte od strony wizualnej, tworząc dość przekonującą, ekonomiczną symulację.
ZASADY
Piękno projektów Splottera polega na zbudowaniu za pomocą raptem kilku stron zasad nietuzinkowej głębii rozgrywki i nie inaczej jest w przypadku Indonesia. Gracze, dążąc do zakończenia gry z jak największą ilością rupii w skarbcu, będą prowadzić firmy produkujące ryż, gumę, czy przyprawy, by za pośrednictwem floty własnej lub rywali przewozić i sprzedawać surowce do miast. Wszystko z wolna będziemy pchać do przodu, fabryki, niczym gangrena, zaleją kolejne przestrzenie na mapie, popyt na towary wzrośnie, a my szczęśliwie przejmiemy przedsiębiorstwa konkurencji, tudzież niefortunnie stracimy własne wskutek narzuconej przez innych graczy fuzji. Całość tętni życiem, nieustanne przepompowywanie decydujących o egzystencji funduszy i dóbr doprowadzi nas do sukcesów lub ruiny, a rytm, w jakim będzie pracować ten wielki, złożony organizm, wyznaczy niesłychanie istotna licytacja o turn order. Wstrzelenie się w odpowiedni moment, który pozwoli nam ubiec innych, a może należycie zareagować na wybory poprzedników, jest kluczem do sukcesu, tym bardziej, że to sami zawodnicy swoimi decyzjami wskażą, kiedy dokładnie nastąpi koniec rozgrywki. Każdą rundę ujęto w siedem prostych, niekiedy wręcz - skryptowanych faz, wymagających od nas jednak niezwykle ważkich decyzji. BGG ocenia trudności poznawcze tytułu na blisko 4, a ja przyznam Indonesii o pół punktu mniej, albowiem sztuką tu jest nie tyle poznać dostępne opcje, co dokonywać za ich pośrednictwem właściwych wyborów. Aż chce się napisać - klasyczny Splotter.
OPRAWA GRAFICZNA
Te może aż nazbyt wykwintnie ozdobione pudło mieści w sobie mapę stanowiącą planszę główną, która w drugim wydaniu, jakie posiadam, prezentuje się nad wyraz elegancko. Firmy ujęto na zgrabnych kartach z zaznaczonym regionem, gdzie mogą powstać, w podobnej stylistyce utrzymano też planszetki graczy stanowiące zarazem mini ściągę całego przebiegu rundy. Wykorzystany w projekcie font jest niestety dość nieczytelny, zgrzyta mi estetyka kafli statków, a już zimny dreszcz wywołuje zredagowany surowo podręcznik, w którym próżno szukać dostatecznej liczby ilustracji przedstawiających opisane w tekście zasady projektu. Niemniej jednak Indonesia swój wdzięk ma i rozłożona na stole wodzi na pokuszenie, toteż wlepię jej czwórkę za ten, powiedzmy, wysublimowany styl.

KOMPONENTY
W zasadzie cały niniejszy akapit powinienem ująć wśród wad gry, albowiem - za wyjątkiem słusznych wymiarów planszy głównej - wszystko jest mniej lub bardziej nie tak. Pomijam już brzydotę papierowych pieniędzy, bo te jako takie w każdej innej grze prezentują się paskudnie, ale dali Bóg gdyby tylko do tego ograniczały się wszelkie niedociągnięcia! Wspomniane przed chwilą karty firm są nieczytelne i naprawdę trudno jest na ich podstawie odcyfrować, gdzie dane przedsiębiorstwo powinno się pojawić; składam to na karb zarówno wykorzystanego eso-floresowego fontu, jak i zminiaturyzowanej mapy, wymagającej bardziej lupy niż tylko uważnego spojrzenia gracza. Absolutnym dziwolągiem są znaczniki surowców, zarówno w postaci drobnych płytek, jak i gigantycznych drewnianych elementów. Nic tu do niczego nie pasuje, kafelki wyłażą poza region, mają zupełnie nielogiczny rewers, a ich wielgaśne odpowiedniki są totalnie niepraktyczne. Podręcznik nakazuje umieszczać je chyba obok miast (swoją drogą też określanych zbyt pękatymi "kropelkami"), ale robienie takiej hałdy jest kompletnie pozbawione sensu, że o psuciu wyglądu i czytelności mapy nie wspomnę. Różne typy statków jednego gracza zlewają się ze sobą, nie pasują do wymiarów pól Hull Company, gdzie na chłopski rozum powinny się znajdować, całość naprawdę woła o pomstę do nieba, a przynajmniej każe zapytać, czy ktokolwiek testował komponenty przed ich dołączeniem do pudła. Zakładam, że planowana najnowsza edycja gry przyniesie tu szereg zmian, ale że moja kopia to już teoretycznie upgrade w stosunku do pierwszego wydania, pewności mieć nie mogę. Tak czy siak wszystkim zainteresowanym tytułem polecam wymianę surowców własnym sumptem na prawdę mówiąc cokolwiek innego, z kolei bardziej zamożnym - zakup porządnych zestawów zamienników dostępnych na rynku. Zarówno w jednym, jak i drugim wypadku - po prostu warto.

INTERAKCJA
Nic tu nie wskóramy bez konkurencji i nic nas tu tak nie zniszczy, jak konkurencja właśnie. Wpadamy w zwarcie już od pierwszych chwil gry, gdy bezpośrednio po setupie licytujemy kolejność graczy, a za moment dojdzie przecież wyścig po rynki zbytu, przejęcie kontroli na morzu i lądzie, zgarnięcie firm czy zdobycie klientów jako firma transportowa. Do tego dochodzi fascynujący mechanizm fuzji, jaką zaproponować może nawet ten, do którego nie należy żadne z mergowanych przedsiębiorstw. Bronić firmy do ostatniej rupii, a może spieniężyć udział i zainwestować w coś innego, tudzież odzyskać ją jeszcze potężniejszą w przyszłości? Indonesia oferuje nieustanną interakcję, każe mieć się na baczności nawet podczas tur innych graczy, to jeden z tych tytułów, gdzie raz będziemy wdzięczni innym za wspólne interesy, by za chwilę pomstować na brutalną zachłanność tej samej grupy osób. Wszystko zależy tu też od podjęcia właściwej decyzji w odpowiedniej chwili, pozwalając nawet na ostatniej prostej sprytnym zagraniem odskoczyć po zwycięstwo. Choć to nie pozycja wojenna, to budzi emocje równe klasycznym grom na wyniszczenie, stąd moja maksymalna ocena w zakresie interakcji. Cudo.
ZALETY
Gameplay, pomimo dwudziestu lat na karku, jest pasjonujący, po prostu, i choć nie jestem nad wyraz doświadczonym graczem, to każda moja rozgrywka przebiegała inaczej. To w końcu zawodnicy decydują o pojawieniu się miast na mapie, o tempie rozgrywki, a wspomniane fuzje zmienią sytuację na planszy jak w kalejdoskopie. Kto potrafi docenić doskonale zaprojektowaną grę, ten Indonesię pokocha, bo to bezsprzecznie design najwyższej planszówkowej próby.
Splot, w jaki wchodzą ze sobą uczestnicy zabawy, jest wyjątkowy. Decyzja osoby po drugiej stronie stołu może zaważyć o losie pozostałych, współpracujemy i zwalczamy się nieustannie, całość przypomina mi przypadek tego przysłowiowego motylka z amazońskiej puszczy, którego uderzenie skrzydełkami doprowadzi do huraganu w odległej części globu. Nowa firma na rynku może zahamować rozwój miast, ale zakup kolejnej to już możliwość fuzji, dylematów tu nigdy nie brakuje i "robią" one grę. Naprawdę już dawno równie często nie mamrotałem pod nosem, jak interesujący przebieg wydarzeń właśnie obserwuję.
Indonesia to naprawdę tylko kilka prostych zasad, podręcznik nawet w dwujęzycznej postaci, jaką posiadam, jest cienki, co w zestawieniu z umyślnie zagmatwanymi euro potworkami i ich kilkudziesięcio stronnicowymi manualami wygląda niezwykle świeżo. Nic mnie tak w końcu nie ujmuje, jak dobrze rozłożone proporcje trudności poznania reguł gry względem trudności stawianych przed nami decyzji. Splotter, jak zwykle, pod tym względem "dowozi".
Na koniec krótko - setup i teardown to pestka, plus wynik nigdy nie zdeterminuje fart. W przeciwieństwie do wielu gier euro tu nic nie jest zależne od szczęścia, chyba, że szczęśliwie uniknęliśmy katastrofy przez nieuwagę innych.
WADY
Gwoli sprawiedliwości powrócę na chwilę do komponentów, by podkreślić, jak niepotrzebnie utrudniają rozgrywkę. Problem leży zresztą głębiej, albowiem wiele znaczników przyjdzie nam umieścić na naprawdę niewielkich przestrzeniach, stąd kolejna już, trzecia edycja gry, zostanie zaprezentowana w ciut odnowionej odsłonie. Moją używaną kopię Indonesia kupiłem z dołączonymi doń drewnianymi statkami i sześcianami symbolizującymi surowce, co dowodzi, że przynajmniej jeszcze jedna osoba poza mną miała w tej materii podobne zdanie. I na marginesie już wspomnę o niefortunnym doborze kolorów znaczników graczy, bo skoro niektóre zdawały się zlewać ze sobą członkom mojej grupy, to co mają powiedzieć daltoniści? Szczęśliwie ten element ma również doczekać się poprawy.

Powiedzmy sobie wprost, że rozgrywka może się dłużyć, w szczególności, gdy na mapie pozostaną firmy, na których nikomu nie będzie specjalnie zależeć (brak wolnych slotów na ich pobranie, odcięcie regionów od transportu etc). Kilka osób z mojej grupy uprzedziło zresztą, by niekoniecznie brać je pod uwagę planując kolejne spotkania, albowiem pięciogodzinne starcie to jednak w tym przypadku o kilkaset minut za dużo. Problem narasta gdy do stołu zasiądą zawodnicy ze skłonnościami do paraliży decyzyjnych, a przestrzeni do analiz tu nie brakuje. Ostatnia era gry może ugrząźć podobnie jak starcie w Food Chain Magnate, gdzie wypowiemy rywalom wojnę cenową, skazując towarzystwo na mozolne doświadczanie bliźniaczo podobnych rund. Zastrzegam jednak, że taki scenariusz może się zdarzyć, ale wcale nie musi być wpisany w każde spotkanie.
Jako osoba tłumacząca zasady zwykle okazuję się doskonałym nauczycielem, albowiem skupiony na ich przestrzeganiu kończę rywalizację na ostatnim miejscu. Splotter Spielen jednak daje pod tym względem od siebie coś ekstra - wystarczy jeden głupi błąd, zupełnie nieodpowiedzialna decyzja na początku zabawy, a wykreślimy się na dobre z walki o podium, że o szansie na zwycięstwo nawet nie wspomnę. Podczas mojego debiutu z Indonesia zupełnie bezsensownie zwiększyłem pojemność floty transportowej już w pierwszej-drugiej rundzie gry, czym skutecznie upośledziłem swój potencjalny rozwój na mapie. W efekcie przyszło mi bardziej nadzorować przebieg rozgrywki, aniżeli aktywnie w niej uczestniczyć, co zamieniło kolejne cztery godziny przy stole w swego rodzaju mini-koszmar. Ryzyka powtórki z tej wątpliwej jakości rozrywki nadal niestety wykluczyć nie mogę...
Podobnie jak inne projekty autorów, tak i ten jest kosztowny w stosunku do faktycznej zawartości pudła. Używana kopia gry to wydatek rzędu ponad trzystu złotych, który tylko koneser będzie w stanie uzasadnić wyłącznie jakością designu. Dla zwykłego zjadacza chleba jest wyjątkowo drogo i tyle.
Skoro mowa o finansach - gdy bogatsi w grze będą stawać się coraz bardziej zamożni, pojawić może się pokusa tak zwanego "king making", a więc wpływania na ostatecznie rozstrzygnięcia przez osoby będące poza stawką. Wybór tej, a nie innej floty do transportu, blokowanie samemu sobie możliwości sprzedaży dóbr, to wszystko może frustrować, jeśli świadomie pozbawia liderów oczekiwanego dochodu. Generalnie zresztą Indonesia jest pełna wrednych i bezlitosnych zagrań, na które trzeba się przygotować tudzież je stosować dla osobistej korzyści. Jest fajnie, o ile trzymamy się na powierzchni, ale gdy stracimy grunt pod nogami, może zaboleć do żywego.
Byłbym zapomniał - zapomnijcie o nauce zasad wyłącznie z podręcznika. Przykładowe ilustracje zliczymy na palcach jednej ręki drwala, toteż sugeruję obejrzenie dowolnego przebiegu rozgrywki na wspomnianym kanale Heavycardboard.

OCENA KOŃCOWA
Kiedy kilka lat temu zaczynałem powoli orientować się z jakimi grami planszowymi jest mi najbardziej po drodze, wiedziałem jedno - na pewno nie będą to projekty Splotter Spielen. O ile fani wydawnictwa odbierali jego niewybaczalny i analityczny styl jako cnotę designu, ja reagowałem nań alergicznie. I oto teraz, wbrew swoim dawnym uprzedzeniom, przyszło mi skrobać recenzję gry, której grzbiet pudła zdobi dziś i będzie jeszcze długo dumnie zdobić moją skromną, planszówkową kolekcję. Nie mam co dyskutować - Indonesia to wręcz majstersztyk gwarantujący fascynującą rozgrywkę, bez względu na wady, które na niej ciążą. Dynamiczna ekonomia, posunięcia konkurencji, licytacje, stawiane przed nami wybory, wszystko to angażuje, wręcz prowokuje do dokładniejszego przyjrzenia się sytuacji na planszy. Tytuł polecam wszelkim poszukiwaczom interaktywnych gier ekonomicznych, gdzie zdobywany szczęśliwym trafem kafel bonusu, przydługie combosy, czy brnięcie przez zawiłości zasad, a więc cechy, jakie kiedyś uznałbym za must-have każdego euro, zastępuje czysta satysfakcja z dostatecznie precyzyjnie zaplanowanej operacji. No i wyjątkowo machnijcie ręką na komponenty, ewentualnie zastąpcie je lepszymi lub z nadzieją oczekujcie nowego wydania gry, którą tak czy siak rekomenduję wziąć "na radar". W każdej postaci. I to tak od zaraz.
9/10
BGG LINK
Kolejny kultysta Splottera się znalazł :P Dizajny genialne owszem, ale ileż to już razy z kolei wyszły im jakieś produkcyjne gafy. Chciałbym zobaczyć recenzję po większej ilości rozgrywek gdzie wady tych gier stają się bardziej wyraziste (kingmaking, konieczność zebrania ekipy na podobnym poziomie ogrania, player elimination). Chętnie bym kiedyś poczytał takie teksty od Ciebie z rewizją ocen po czasie jak entuzjazm/hejt opadnie.