
Tytuł chodził za mną od dawna, jako że gra ma już ponad dekadę na karku trudno ją było zdobyć i gdzieś tam mi mignęła oferta zakupu używanej kopii w bardzo dobrej cenie. Mój brat, wielki miłośnik planszówek, który zaraził mnie hobby (damn you, Seba!), miał dobrą opinię o tej produkcji, no to się w końcu skusiłem. Recenzja będzie w dużej mierze pokłosiem mojej wczorajszej zabawy na czterech graczy, ale próbowałem też Bruxelles w wariancie na dwóch (i działa!).
TEMAT
Gracze wcielają się w architektów, którzy będą stawiać budynki w Brukseli i wspierać malarzy, odwiedzać jakiś ratusz, czy coś takiego. Na siłę ktoś tutaj dopatrzy się jakiegoś większego sensu, ale że producenci poświęcili temu dosłownie dwa zdania w podręczniku, to trudno, bym świecił za nich oczami. Bruxelles 1893 to tematyczna drętwota, a szkoda, bo oprawa graficzna nawiązuje do stylu epoki i pewnie coś by się dało tutaj opowiedzieć. Z ciekawości wygooglowałem nazwiska widniejące na kartach postaci i z przyjemnością dowiedziałem się kim byli i jak zapisali się w historii Belgii. Szkoda, że dumnie wyjaśnia nam to Wikipedia, a sama gra już nie. 2/5
ZASADY
W tym barszczu jest dużo, ale na szczęście nie za dużo grzybów. Mamy bodaj pięć rund podczas których gracze uruchamiają akcje swoimi pomocnikami, zdobywają surowce, dzieła sztuki (a więc wazon, krzesło i inne takie), pieniądze, znajomości (karty postaci) oraz budują domy na planszy głównej. Jest tutaj właściwie przekrój najpopularniejszych mechanik znanych z innych planszówek - licytację nagradzaną kartą premii, budowanie przewagi w liczbie swoich felków na planszy na przecięciu pól akcji, jest jakiś deck building, uruchamianie silniczka bonusów. Gra trwa do końca, bo na koniec rozgrywki można zdobyć furę VP za postawione budynki czy posiadane meeple/monety/karty/obrazy, podbijając wartość wymienionych w czasie rozgrywki. Doświadczeni gracze ogarną to w miarę sprawnie, inni będą może ciut przytłoczeni, ale trudne to to nie jest. Takie 3.5 na 5.
OPRAWA GRAFICZNA
Domyślam się, że miłośnicy takich klasycznych do bólu gier euro poczują dreszcz ekstazy na widok rozstawionej gry na stole, pozostali poczują po prostu sam dreszcz. Grafika nawiązuje do secesji, ale w takim trochę topornym wydaniu i nie oszukujmy się, nowa edycja przynosi dużo efektowniejszą kreskę. Na przekór jednak napiszę, że mnie ten styl nie zraża i doceniam trud utrzymania wszystkiego w duchu art nouveau. Zawodowo pracuję jako grafik, więc może mam jakieś skrzywienie pod tym względem. Niestety ikonografia na planszetkach graczy to nieporozumienie, ciężko ją zrozumieć nawet przy znajomości reguł, a ilustracje na tych pożal się Boże dziełach sztuki to już kiepski żart. Mam uwierzyć, że jest to warte jakieś pieniądze lub punkty zwycięstwa? Trzy i pół na pięć.

KOMPONENTY
Głowna plansza jest spoko, podoba mi się pomysł jej losowego ułożenia z kilku rzędów pasm akcji. Surowce to sześcianiki o randomowym kolorze, więc w sumie nie wiemy, z czego właściwie stawiamy te domy (chyba z betonu, metalu, zamszu i bawełny), monety spoko, planszetki też. Standardowe, solidne wykonanie, dość wspomnieć, że mimo wielu lat na karku mój egzemplarz nadal wygląda jak nowy (casus wieży z El Grande).
INTERAKCJA
Nie dość, że to bardzo ciasny worker placement (na cztery osoby jest wyjątkowo klaustrofobicznie), to jeszcze mamy i tę licytację rozstrzyganą na koniec rundy, i przewagę meepli na planszy. Będziemy tworzyć domy na polach akcji i w ten sposób zmuszać innych do włażenia na nie, co da nam drobne korzyści. Interakcji jest sporo i człowiek się czuje, jakby pracował przy jednym małym biurku ze wszystkimi osobami z pracy (bez klimatyzacji), przy czym na szczęście brak tu sposobności umyślnego rozwalenia planów innych graczy, 4/5.
ZALETY
W tej grze nie należy tracić nadziei, tylko robić swoje i pomimo różnicy na torze punktów zwycięstwa wierzyć w ostateczny sukces, ostateczne podliczenie dorobku może być zaskakujące i odwrócić losy rywalizacji, co bardzo mi się podoba. Bruxelles 1893 sprawnie łączy różne elementy znane z innych tytułów, jest to naprawdę elegancko zaprojektowane i działa. Partia nie trwa długo, warto śledzić co robią inni, więc nie ma tutaj ślęczenia nad telefonem komórkowym w oczekiwaniu na swoją kolej. Setup i wrzucenie wszystkiego z powrotem do pudełka to też raptem kilka chwil.
WADY
Niby wszystko jest i działa, ale czy jest rzeczywiście porywające? Co rundę robimy w zasadzie to samo, oczywiście na początku każdej rozgrywki możemy wybrać inną ścieżkę do zwycięstwa, ale nadal nie czuć tutaj zbyt dużej różnorodności. O grafice wspomniałem, to estetyka nieco starej, wyblakłej książki, która wielu nie przypadnie do gustu. Mało tu emocji, czy zaskoczeń, ot wspinamy się na torach i czerpiemy z tego tyle korzyści, ile tylko się da. Jeśli brzmi to dość martwo, to dobrze, bo tak to właśnie jest.
OCENA KOŃCOWA
Bruxelles 1893 to solidny tytuł, inaczej nie doczekałby się nowej edycji. Gra działa bardzo sprawnie, skupia uwagę, wymaga myślenia i konsekwencji, szczególnie ci, którzy lubią takie hermetyczne łamigłówki, gdzie trzeba przepychać się łokciami z innymi, docenią jej walory. Dla mnie osobiście to po prostu dobry produkt, nic więcej, chętnie w to zagram za jakiś czas, ale nie będę zawsze trzymał pudła pod pachą. Troszkę razi mnie powtarzalność rozgrywki, ale z drugiej strony gdy tytuł nie wita na stole regularnie, to nie nie jest to wielkim mankamentem. Z ciekawości zajrzałem co oferuje nowa edycja - mamy nowe kafelki Belle Époque, jokerowe dzieło sztuki, możliwość konstruowania pawilonów. Nie jestem pewien, czy to jest to, czego gra potrzebuje, ale że nie próbowałem tych wariantów, to się nie wypowiem, choć pozostanę sceptyczny. Zostawię póki co swojego staruszka na swojej półce, z tym już trochę nienowoczesnym wyglądem (i niemodnym wąsem), bądź co bądź zawsze miło mi się do niego wraca i przyznam mu siedem i pół punktu na dziesięć.
7.5/10
BGG LINK
Comments