top of page
  • Twitter
  • Facebook

BARRAGE (+ 4 ROZSZERZENIA)

Zaktualizowano: 29 paź 2024

Ostatnimi czasy Luciani z równie dużą regularnością proponuje zupełnie nowe tytuły, co rozszerzenia do bieżących, czego doskonałym przykładem jest Barrage. Osobiście miałem możliwość zagrania z The Leeghwater Project, The Nile Affair, The Colorado Connection, The Geological Factor oraz w wersji na pięciu graczy, nie licząc dodatkowych zestawów dyrektorów wykonawczych. Przy okazji recenzji podstawki postanowiłem więc powiedzieć kilka słów o każdym dodatku, co by podziałać jak kompres na Wasze gorące, kolekcjonerskie głowy, a może i dołożyć do pieca.

TEMAT

Ciekaw jestem, ilu miłośników gry tak naprawdę wie, o czym jest Barrage? Otóż to nie tylko tamy i elektrownie generujące prąd, ale trochę dystopijna, alternatywna wizja historii, w której to gigantyczne Mechy wznoszą fundamenty pod energetyczną rewolucję, jaka nastąpiła wkrótce po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Ich zarządcy kierują się różnymi pobudkami w drodze ku dominacji - jedni szukają zemsty za porażkę na froncie, inni tylko zysku, wszystkich zaś łączyć będzie nadęta mina, przymrużone oczy wpatrujące się gdzieś w dal i pompatyczne uniesienie, z jakim wykonują swoje obowiązki. Od strony fabularnej to jest absolutna szmira wydumana przez pozbawionego talentu góra nastoletniego grafomana, katorga dla oczu i rozumu, toteż rekomenduję pominięcie pierwszych akapitów, bo tego się zwyczajnie nie da później odzobaczyć. Ilekroć przystępuję do rozgrywki, skupiam się tylko na stawianej infrastrukturze, żadnych robotów, całego steam-punku, jestem dyrektorem przedsiębiorstwa i nie interesuje mnie nic poza tym. Szczęśliwie rdzeń rywalizacji ma wystarczająco dużo sensu i znaczenia sam w sobie, ale to, czym uraczono nas we wprowadzeniu do instrukcji, woła o pomstę do nieba. 2/5

ZASADY

Ideą rozgrywki jest chwytanie przez tamy kropel sączących się z lodowców na końcu każdej rundy, przekierowanie ich do elektrowni przez kanały, wygenerowanie prądu i uwolnienie wody w kierunku niżej położonych sektorów. Wymienione budowle stawiamy za pomocą koła produkcji - najpierw wybieramy kafel przedstawiający co chcemy ustawić na planszy, pokrywamy koszt w postaci betoniarek i koparek (żadnych tam mechów), po czym kręcimy całością o jedno pole. Wszystkie surowce, wraz z użytym kaflem, wrócą do nas po pełnym obrocie koła, do tego czasu możemy dokładać krople w górach, produkować energię, wypełniać przy okazji kontrakty, czy zgarniać zaawansowane technologie. Zabawa trwa pięć rund, podczas których gracze podkradają sobie wodę lub odcinają innych od jej źródeł, generują przychód, bonusy i punkty zwycięstwa za wspólne cele. Barrage to klasyczny, ciasny worker placement w najlepszym możliwym wydaniu, przy czym nie wydaje mi się specjalnie trudny do ogarnięcia. BGG ocenia jego ciężar na nieco ponad cztery, ja przyznam mu pół punktu mniej, albowiem zarówno akcje, jak i cel gry, wydają się dość klarowne. Zaznaczę przy tym, iż jest to moje osobiste wrażenie i znam z autopsji przypadki totalnego nieogarniania systemu rozgrywki pomimo kolejnych sesji. Trudność zrozumienia zasad nie zawsze ma naturę, że tak powiem, osobniczą, czasem wynika z niedostatecznie logicznego designu tytułu, ale o tym szerzej w dalszej części tekstu.

OPRAWA GRAFICZNA

Już przed rozłożeniem gra prezentuje się bardzo dobrze, monumentalne wieże wyłaniające się z zielonej mgły zwiększają apetyt, który po wyłożeniu komponentów na stół tylko rośnie. Mapa może na pierwszy rzut oka nie jest czytelna, ale wygląda świetnie, planszetki graczy są atrakcyjne, a ilustracje asymetrycznych postaci zachęcają do wcielenia się w ich role. Dostawiane kawałki planszy z akcjami i torem energii tworzą piękną całość, choć pozostawiają nieszczęsną lukę na dodatek Leeghwater Project, co traktuję jako podprogowy przekaz producenta. Solidny klaps należy się tylko za ikonografię wykorzystaną do celów na zakończenie rozgrywki - konia z rzędem temu, kto ją trafnie odkoduje już za pierwszym podejściem. Pomijając tę wpadkę, to nadal 4.5/5.

KOMPONENTY

Betoniarki, czy mechy, jak zwał, tak zwał, ale te tycie maszyny są zwyczajnie brzydkie. Stokroć bardziej wolałbym sześciany niż te przypominające żaby znaczniki, gubią się w dłoni plus są zbyt podobne do siebie, by wielkościowo określać przypisaną im wartość. Nie lepiej wypadają monety, a więc heksagonalne Kredyty Hydroelektryczne - małe, szpetne, na cienkiej tekturce, taki bardziej odpad z wypraski, niż finalny produkt. Cała reszta się broni, a nawet zaskakuje jakością, ot, choćby każdemu graczowi przysługuje osobny zestaw budynków o unikalnym kształcie. Doceniam też eleganckie znaczniki energii i punktacji, solidne kafle kontraktów, czy funkcjonalne koła. Zdecydowanie brakuje mi insertu, ale zakładam, że to zbyt wygórowane oczekiwania. Ogólnie całość, bez względu na kilka oczywistych wtop, sprawia bardzo dobre wrażenie.


Płazy zapychające koło budowy, zdjęcie Patt z BGG

INTERAKCJA

Barrage to pozycja nastawiona na bezpośrednią rywalizację - walczymy o akcje, wodę, kolejność graczy, czy wspólne dla wszystkich kontrakty. Tutaj zawsze obserwujemy poczynania innych, wykorzystujemy nieuwagę konkurencji, albo pomstujemy na podjęte decyzje, które w rezultacie storpedowały nasze plany. To nie jest tytuł familijny, gdzie każdy spija sobie z dzióbków; przez całą rozgrywkę przyjdzie nam walczyć o życie i dostęp do spływających kropel. Stopień interakcji jest najwyższy z możliwych, to dla takich designów stworzono pojęcie "cutthroat", gdzie jeśli nie chcesz stać się ofiarą, musisz zyskać status łowcy.

ZALETY

Gra robi świetne wrażenie na stole, bogactwo komponentów, oprawa graficzna, sama idea rozgrywki, wszystko zapowiada arcyciekawe spotkanie przy planszy. Regrywalność jest spora i pomijam sam fakt atrakcyjnych, asymetrycznych zdolności postaci, tutaj już pierwszy ruch gracza wpływa na nasze decyzje, stąd każda sesja może przebiegać inaczej. Idea obiegu wody, jej przekierowania, aż w końcu ponownego wykorzystania w przyszłości, to absolutna perfekcja. Przy tej grze się żyje, obserwuje poczynania rywali, jest to niesamowicie angażująca rozrywka, dla której zapomnicie o komórce i potrzebach fizjologicznych. Worker placement, jedna z moich ulubionych mechanik w planszówkach, działa w Barrage wzorowo, stosunkowo rzadko przyjdzie nam znaleźć się w potrzasku, ale za wyjścia awaryjne zapłacimy srogo. Koniec rozgrywki przynosi satysfakcję, poczucie pozostawienia śladu na mapie, sklecenia lepiej lub gorzej działającej sieci, która jednak pozwoliła nam funkcjonować. Osobiście jestem wdzięczny producentom za pudło, bo choć wyjątkowo pękate, to pozwala upchać kilka dodatków do środka.

WADY

Pod wieloma względami to produkt nierówny, komponenty są albo dobre, albo okropne, niby fajny koncept, ale ubrany w tragiczny temat. O ile zasady rozgrywki są proste, to pod wieloma względami rażą nielogicznością. Skoro czasowo tracimy maszyny przy budowie, dlaczego od razu stawiamy infrastrukturę, nie czekając na ich odzyskanie? Jak na chłopski rozum wyjaśnić spływ kropli, albo przekierowanie wody, skoro hydroelektrownie działają inaczej? Ten brak spójności może utrudniać poznanie reguł, już i tak zagmatwanych przez fatalnie zredagowany podręcznik. Doskonałym przykładem są niejasne objaśnienia działań automy, czy kafli punktacji końcowych - nawet po kilkukrotnym przeczytaniu tych sekcji nadal nie wiadomo, o co naprawdę chodzi.

Nie polecam gry wszystkim "faint-hearted", rozgrywka potrafi podnieść ciśnienie, możemy zostać zapędzeni w kozi róg, z którego ciężko będzie się wykaraskać. To pozycja, która nie wybacza błędów, pierwsze dwie tury są wręcz kluczowe, bo stworzą zalążek czegoś, na czym będziemy żerować przez najbliższe godziny. Nowicjusze w starciu z doświadczonymi graczami stoją na straconej pozycji, łatwo tu podjąć decyzję, jakiej żałować będziemy już przy następnym ruchu. Pogoń za liderem też nie należy do najprostszych, design niby wspiera osoby o najsłabszych osiągach produkcyjnych, ale to stanowczo za mało, by dogonić stawkę. Niestety już w połowie zabawy miejsca na torze punktacji zaczną nam się rozjeżdżać, co z czasem może potęgować i prowadzić do spektakularnych dubli. Czy w związku z tym Barrage nie trwa o kilka tur zbyt długo? Faktycznie, ostatnia runda zwykle dopełnia formalności, zwycięzca jest już znany, a nasze opcje ograniczone przez sytuację na mapie.

Producenci zafundowali nam dwustronną planszę, ale ja w tym sensu nie widzę. Zamiast wydrukować ciaśniejszy wariant dla mniejszych grup lub inny projekt sieci, otrzymujemy identyczną mapę pozbawioną niezbędnych wręcz do gry informacji (brak wartości kanałów, określa je tylko ich kolor - taki super advanced mode). Żałuję przegapionej okazji, tym bardziej, że Barrage to zabawa dla minimum trzech graczy (nie bez powodu w sklepach odnajdziemy rozszerzenie Duel). Braki personalne może zastąpić automa, ale jej obsługa - jak wspomniałem wcześniej - nie należy do najwygodniejszych. O ile system wykładania kart się sprawdza, o tyle interpretacja tego, co ma robić bot, przynosi szereg wątpliwości.

Trzeba też wspomnieć, jaki czaso- i przestrzenio-chłonny jest to tytuł, setup i złożenie komponentów trwa sporo, nawet przy zakupie solidnych insertów, pożre też powierzchnię dużego stołu aż po jego ranty. W tym kontekście cieszy mnie modularnie zbudowana plansza, pozwalająca na zmianę proporcji gry, i choć to nadal prawdziwy "tablehog", to do częściowego okiełznania.

OCENA KOŃCOWA

Minęło już pięć lat od wydania Barrage, poznałem w międzyczasie dziesiątki nowych tytułów i na palcach jednej ręki mogę wymienić te, które oferują równie interesującą, błyskotliwą zabawę. Tak, może iść za nią frustracja, w najgorszych scenariuszach zdarzy nam się być poza grą już od drugiej rundy, ale to nadal pozycja z olbrzymim planszówkowym sex-appealem. Nie dość, że wygląda bardzo dobrze, to wnosi wyjątkowe rozwiązania, działa płynnie i przyciąga uwagę. Dostępne na rynku rozszerzenia zmieniają mapę i układ połączeń, jest tu z czego wybierać i to w bardzo przystępnej cenie. Co ciekawe, bardzo rzadko udaje mi się zakończyć rozgrywkę na pierwszym miejscu, zwykle jestem w czubie, ale daleko za wygranym, a mimo to nadal mam ochotę do rewanżów. Barrage przyznaję maksymalną ocenę, pomimo jej wszystkich wad, albowiem unikalny design pozwala wybaczyć właściwie wszelkie niedociągnięcia. To przykład doskonałego balansu pomiędzy rywalizacją, a dłubaniem tylko pod siebie, stawia przed trudnymi wyborami, ale przynosi też wiele satysfakcji. Nie widzę konkurenta, który wyparłby ten tytuł z mojej kolekcji, dziś, czy w najbliższym czasie (marketingowa próba sprzedania Nucleum jako następcy Barrage zakończyła się w moich oczach katastrofą). Gorąco polecam, a czy z rozszerzeniami - o tym w akapitach poniżej.

5-PLAYER EXPANSION

Dla większych grup zaoferowano dodatek umożliwiający rozgrywkę w piątkę, przy którym zasiadłem raz. Osobiście byłem zaskoczony swobodą, z jaką przyszło mi się w nim poruszać - dodrukowany lodowiec zdecydowanie uwolnił przestrzeń i ograniczył zagnieżdżanie akcji w jednym zakątku mapy. Rozumiem, że przy dużym, zdeterminowanym towarzystwie, to zakup obowiązkowy, ale jeśli jego skrzyknięcie to ból głowy - zostawcie pieniądze na koncie. Żeby nie było - rozgrywka nadal działa świetnie, to nadal ten sam doskonały Barrage, ale z większym marginesem na błędy i oczekiwaniem na turę (a to nigdy nie był tytuł na maks dwugodzinną sesję).

Relaksująca mapa na pięciu graczy

THE LEEGHWATER PROJECT

Ze względów wizualnych - niezbędny do podstawki, domyka bowiem przestrzenie wokół planszy głównej. Rozszerzenie wprowadza przede wszystkim Zagraniczne Zlecenia, pozwalające na późniejszym etapie rozgrywki upłynnić zbędne już maszyny, oraz Prywatne Inwestycje, które otwierają dodatkowe pola akcji. Co ważne, możemy je dołączać do każdego innego dodatku, zupełnie, jakby Projekt Leeghwatera był zaawansowaną opcją bazowej wersji gry (cóż za przypadek!). O ile jednak rozumiem intencje twórców, o tyle produkt ten odciąga uwagę od rozwoju infrastruktury i wyposaża nas w opcje zupełnie niezwiązane z tym fundamentalnym konceptem gry. Wymiana koparek, czy betoniarek na bonusy to już euro w najczystszej postaci i choć zyskujemy pole do dodatkowych działań, to Barrage traci nieco na wdzięku. Ostatecznie bilans wydaje się korzystny, ostatnie tury nabierają dzięki rozszerzeniu rumieńców, ale czy nie dało się tego zrobić z dużo większym wdziękiem - ja mam osobiście wątpliwości.

Tłok przy Prywatnych Inwestycjach; zdjęcie od Board Game Shots z BGG

THE NILE AFFAIR EXPANSION

Kolejny dodatek przenosi akcję do Afryki, gdzie główny nurt Nilu będzie zawsze uzupełniany o dodatkowe krople. Nowa plansza oferuje oryginalny system połączeń wraz z polami akcji na mapie, dzięki którym przyjdzie nam nawadniać wybrane tereny na mapie. Choć "irygacja" brzmi intrygująco, to nie ma się czym podniecać - w rzeczywistości ogranicza się bowiem do wymiany kropel przy naszych tamach na odpalane raz w rundzie kafle bonusów. I o ile nie mam nic przeciwko nowym zasadom, to niestety design wymusza na nas uczestnictwo w całym przedsięwzięciu. Graczom regularnie bowiem przyjdzie porównywać swój stopień zaangażowania w opisany proces, co zaowocuje przetasowaniami na torze punktów zwycięstwa. W rezultacie prace nad infrastrukturą własną stają się ciut mniej ważne, choć nie możemy ich nadal nigdy zignorować. Ogólnie fajne i rekomendowane szczególnie dla tych, którzy szukają odmiany od oklepanej już mapy podstawowej.

Spektakularny widok okolicy po zakończonej irygacji

THE COLORADO CONNECTION

Najnowszy dodatek to nowa plansza, układ sieci oraz nowe możliwości pozyskiwania bonusów. Pierwszy z nich to postawienie mostu (czytaj - odpalenie widocznej na kaflu jednorazowej premii) na szczycie należącej do nas tamy, co jednak z automatu zatrzyma jej dalszą nadbudowę. Drugi pozwala graczom aktywować Osady Produkcyjne, a więc dodatkowe akcje na mapie, których koszt będzie zależny od ilości mostów, jakie musimy przekroczyć po drodze. Podstawowa idea Barrage pozostaje niezmienna, wszystko przebiega tak samo, Połączenia Kolorado to tylko dodatkowe możliwości punktowania, czy uruchamiania znanych już nam wcześniej operacji. Podobnie jak w przypadku Nilu, cena pudełka jest śmiesznie niska (ledwie ponad 50zł) w stosunku do tego, co dostajemy w zamian. Dla zagorzałych fanów to "must have", świeży powiew względem ogranej już kilkanaście razy podstawy, całej reszcie polecam jednak wziąć (póki co) na wstrzymanie.

W instrukcji most i osada, a na planszy po prostu bonus do zgarnięcia. Tutaj, na domiar złego - taki sam.

THE GEOLOGICAL FACTOR

Mini rozszerzenie to kilka kafli, którymi wypełnimy zbiorniki wody na dowolnej planszy. Każdy podnosi koszt określonej budowli, ale i zapewnia pasywną korzyść podczas wykonywania określonych operacji. Nie jestem pewien, jak działa on z samą podstawką, lecz przy dodatkach zaburza nieco rozgrywkę. Łącząc bonus z innymi, jakie oferują, możliwym jest na przykład wygenerowanie energii o wartości plus pięciu jednostek za kroplę już podczas drugiej rundy starcia (i to nie licząc korzyści z planszetek gracza). Szczęśliwiec szybko zgarnie najcenniejsze kontrakty z planszy, zanim inni choćby się zbliżą do podobnych zdolności produkcyjnych. Napisać, że zabawa nam przepada, nim rozpoczyna się na dobre, to jak nie napisać nic. Z tego też powodu The Geological Factor widzę bardziej na półce sklepowej, aniżeli własnej.

Potencjał na zepsucie rozgrywki w ośmiu prostych krokach

10/10


BGG LINK




 

コメント

5つ星のうち0と評価されています。
まだ評価がありません

評価を追加

JEŚLI SZUKASZ KONTAKTU, WYPEŁNIJ FORMULARZ

Dzięki za kontakt!

© 2035 by On My Screen. Powered and secured by Wix

bottom of page