top of page
  • Twitter
  • Facebook
Szukaj

ALCHEMISTS

  • Zdjęcie autora: Kamil Kuklo
    Kamil Kuklo
  • 29 paź 2024
  • 9 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 30 paź 2024

Z reguły unikam gier, które wymagają aplikacji, albowiem na co dzień mam dość ślęczenia przed monitorem i moje wsiąknięcie w planszówki zrodziło się po części właśnie z potrzeby odlepienia oczu od ekranu. Alchemicy jednak to jeden z ulubionych tytułów kolegi z naszej grupy, a że jesteśmy w niej otwarci na wszelkie ekstrawagancje*, to spróbowaliśmy i takiej egzotyki, przy której zresztą wytrwałem łącznie aż cztery starcia.

TEMAT

Gracze wcielają się w role alchemików starających się odkryć strukturę wykorzystywanych w eksperymentach składników, a więc ich tak zwane alchemony. Jedynym sposobem na zdobycie wiedzy jest nieustanne mieszanie dwóch różnych w garnku, a więc na przykład żaby z piórem, czy grzyba z mandragorą, sprawdzanie wyników i - gdy nasze eksperymenty w końcu zawężą wybory - dedukowanie który to kod przynależy do określonego elementu. Graficznie gdzieś tam lądujemy w krainie czarodziejów, zasłonki, za którymi dokonujemy doświadczeń (wrócę do nich później), starają się przypominać wielkie kociołki do warzenia mikstur, ilustracje mają klimat, a cały podręcznik w jakimś sensie sam w sobie opowiada lekką historyjkę o magikach. Autorzy starali się nawet wzbogacić go o odrobinę dowcipu, co może niekoniecznie trafia w moje poczucie humoru, ale ostatecznie im się chwali, tak więc całość oceniam na pionę.

Śmieszne, czy nie, ale piątka za starania, by nadać instrukcji nieco kolorytu

ZASADY

"Alchemicy" oferują zbiór akcji wywoływanych kostkami, a więc w zasadzie jest to klasyczny worker placement. Clou zabawy to pola umożliwiające wspomniane wcześniej mieszanie dwóch wybranych składników, czego dokonujemy za dużymi zasłonkami i przy użyciu specjalnej aplikacji ze skanerem kart. Nie będę wchodził w szczegóły jak przebiega cała dedukcja, co jednak najważniejsze, to że jej postępy zaznaczymy zarówno na karteczkach dołączonych do gry jak i na sporej, dwuwarstwowej planszetce, w którą wtykać będziemy znaczniki symbolizujące rezultaty eksperymentów. Ta ciekawa łamigłówka, przypominająca mi jako żywo sudoku, doprowadzi do podejrzeń jaki składnik przynależy danemu alchemonowi, co ostatecznie skłoni nas do ogłoszenia teorii, a więc ujawnienia sekretnego kodu całej konkurencji przy stole. Często przyjdzie nam w tym momencie blefować, albowiem zdarzy się, że nie będziemy mogli ręczyć za stuprocentową poprawność naszych obliczeń, tudzież celowo wprowadzimy resztę towarzystwa w błąd. Ponieważ jednak każda publikacja wymaga dołączenia doń naszej pieczęci, to albo wybierzemy taką, która na odwrocie skrycie zabezpieczy nas przed pomyłką, albo zaryzykujemy i sięgniemy po gwarantującą punkty zwycięstwa, gdy na koniec zabawy ujawnione zostaną prawdziwe alchemony składników (w tym drugim wariancie nic nas nie uchroni przed nieprawidłowym skojarzeniem kodu ze składnikiem). Gracze łamią więc szyfry, sprzedają mikstury za złoto, wydają je na specjalne przedmioty przyznające korzyści lub VP, którymi to nagradzani są również ilekroć ogłoszą wyniki badań (bez względu na ich poprawność) lub wskażą błędy w ogłoszonych już publikacjach. Trudno to jednoznacznie uznać za trudne lub nie, albowiem każdy z nas zapewne inaczej odbierze stopień skomplikowania zapisanego w grze szyfru, ale od strony czysto planszówkowej podstawowe zasady wydają się dość przejrzyste. Ewentualne poczucie ich zagmatwania wynikać może z faktu nieustannej ewolucji planszy głównej, której pola, w zależności od rundy, mogą być zablokowane lub nie, nadpisane innym kawałkiem tektury lub sukcesywnie zamieniane na podobne, ale z nieco zmodyfikowaną treścią. Wymaga to skupienia, szczególnie od osoby prowadzącej spotkanie, i właśnie z powodu tych "ostrych kantów" designu przyznam grze czwórkę za ciężar. W skali BGG próg wejścia niby więc zrównuje "Alchemików" z dziełami Lacerdy, ale spokojnie - to nie ogrom zasad, ale koślawy sposób w jaki zostały wdrożone, nastręcza największych kłopotów.

Wrażenie bałaganu na planszy nie jest przypadkowe, zdjęcie Laszlo Monara z BGG

OPRAWA GRAFICZNA

Jest bogato, bajkowo, ale nieczytelnie, plansza główna to wielkie kolorowe "nie wiadomo co", w którym dopiero na zdjęciach w sieci zobaczyłem rzut osady. Postacie przypominają karykatury, co osobiście uznaję za najbardziej odrzucającą formę ilustracji, a okładka to już wyjątkowa maszkara, kompletnie nietrafiająca w moje poczucie estetyki. Na plus zapisuję bardzo klarowne symbole alchemonów, składników i zasłonki symbolizujące laboratoria, ale całość jako taka do mnie niestety nie przemawia. Dwójka z plusem.

Creepowate, albo zwyczajnie brzydkie postacie ze świata gry, zdjęcie GeekInSight z BGG

KOMPONENTY

Nie rozumiem decyzji o wszelkich nakładkach, jakie wykorzystamy do zastąpienia obszarów planszy głównej innymi, ale pal to licho - są one solidne i od strony technicznej działają. Znaczniki graczy to małe akrylowe sześciany, kuliste kolby lub niewielkie pieczęcie, co świetnie współgra z tematem gierki i czyni ją "jakąś" na stole. Niestety, na przeciwległym biegunie znajdują się zasłonki i stojące za nimi dwuwarstwowe trójkątne planszetki graczy, albowiem w praktyce mogą prowadzić do niezamierzonych, katastrofalnych w skutkach, wypadków. W czasie każdej mojej rozgrywki zdarzało się, iż wykorzystywane do eksperymentu karty gracza prześlizgiwały się przez niewielką szczelinę przy półeczce i upadały tuż przed makietą laboratorium, zdradzając grupie jakie to składniki zostały lub zostaną poddane badaniu (ujawnienie takiej informacji to przysłowiowy strzał w kolano i to z dubeltówki). Mało tego, znaczniki plusów i minusów, jakie osadzamy w planszetce, też mieszczą się w niej raz lepiej, raz gorzej, co przy zawodnikach o gracji słonia w składzie porcelany może doprowadzić do nieumyślnego wypstryknięcia którychś z nich podczas zaznaczania wyników badań. Odtworzenie gdzie taki pizdryk leżał jeszcze kilka chwil wcześniej jest niezwykle trudne, a czasem niemożliwe, co doprowadziło mnie w jednym przypadku do kompletnego wyrzucenia się z rywalizacji, gdy to wskutek wypadnięcia dwóch znaczników z komór podczas wkładania trzeciego, straciłem wszelkie informacje, jakie udało mi się z trudem zebrać do tej pory. Na zdjęciach prezentuje się to fajnie, a felerność wykonania może nawet bawić w czasie poznawania tytułu, ale jeśli tego typu kruchość konstrukcji decyduje o twoim być albo nie być w rozgrywce, to w razie wypadku masz ochotę wyrzucić wszystko do pieca po uprzednim rozszarpaniu komponentów na strzępy. Absolutnie zachęcam więc do nieortodoksyjnego umieszczanie tak dwuwarstwowych planszetek, jak i mieszanych kart, na płaskiej powierzchni, co by uchronić siebie i innych przed niekontrolowanym atakiem szału.

Piękne cholerstwo po prawej stronie stołu, które doprowadziło mnie do jedynego w mojej karierze planszówkowicza rage quitu, zdjęcie slashdoctor z BGG

INTERAKCJA

Rywalizujemy o pierwszeństwo, szybkie publikacje, obalamy je, ujawniamy informacje, podpinamy się pod teorie konkurencji, a więc na pierwszy rzut oka trochę tego jest. Nie mogę jednak powiedzieć, żeby był to wyjątkowo intensywny tytuł, skoro gro czasu spędzimy w swoich zasłonkowych boksach, rozgryzając tajemnicę alchemonów w absolutnej separacji od reszty. Stąd też przyznam pozycji tylko dwójkę z plusem - "Alchemicy" to w równej mierze solo, co rywalizacja, taki dziwoląg pokroju Horseless Carriage, gdzie konkurujemy z samym sobą i pozostałymi graczami jednocześnie.

ZALETY

"Alchemicy" mogą stać się doskonałą platformą dzięki której miłośnicy łamigłówek pokroju sudoku trafią do świata nowoczesnych planszówek. Ustalanie kodu alchemonów, ta gra w grze, jest autentycznie ciekawa i wymaga pewnego wysiłku, by trafnie "połączyć wszystkie kropki". Trójkątna, dwuwarstwowa planszetka, o ile położona płasko, jest bardzo pomocna, a gruby notes na zapiski nie zostanie szybko wyczerpany nawet przy regularnym ogrywaniu tytułu (o ile w ogóle są grupy, które jeszcze tak robią ;) ).

To tytuł z klimatem, właściwie familijny, gdzie rzadko się blokujemy, czy wchodzimy sobie w paradę. Pro tip dla rodziców - dzięki wymaganej do zabawy apce pozycję tę zaproponowałbym dzieciakom, które, nie odrywając się do końca od telefonu, poznają nową dla nich formę rozrywki analogowej. Swoją drogą program jest dość efektowny, coś tam zadzwoni gdy ukaże się wynik, mamy kamerkę, skaner i interfejs o złożoności cepa. Warto spróbować.

Planszówka umożliwia rozgrywkę również bez aplikacji, ale wówczas jeden z jej uczestników przejmie rolę mistrza gry, któremu przyjdzie udzielać pozostałym informacji dotyczących publikacji i eksperymentów. O ile sam nie wyobrażam sobie znalezienia się w tej niewdzięcznej roli, o tyle w sumie dobrze, że taka możliwość jest. Pogramy i bez prądu.

Kiedy łamanie alchemonów nam ruszy, daje to sporą satysfakcję. Z drugiej strony obalanie błędnych teorii, czy w końcu ujawnienie poprawnych kodów na koniec rozgrywki, może też przynieść sporo zabawy, szczególnie, gdy przewidywania okażą się w dużej mierze błędne. Przynależność do grupy, która podobnie jak my skopała swoje ustalenia, jest krzepiąca i daje poczucie ulgi, że nie tylko nas jednych przerosła łamigłówka gry. W kupie zawsze jest raźniej, nawet gdy gromadzi tych "wolniejszych"przy stole.

Wspomnę jeszcze o rewelacyjnej cenie pudła, używaną kopię znajdziecie już w okolicach 90 złotych, a więc w zasięgu budżetu większości planszówkowych freaków. Jak na to, co znajdziecie w środku - warto, a ofert na OLX jest zwykle kilkanaście.

WADY

Gra jest krucha jak szkło, wystarczy jeden błędny zapis, wyskoczenie znacznika z prywatnej planszetki, nieopatrzne umieszczenie wyniku eksperymentu w niewłaściwym polu, opuszczenie karty, czasem taki zwykły ludzki błąd, by wypaść z rywalizacji. Jasne, jest wiele innych pozycji, pokroju Splottera, żerujących na złych decyzjach gracza, ale właśnie - tam przegrywasz wskutek takiej a nie innej podjętej DECYZJI, a nie z powodu chwiejnej planszetki, czy omyłkowym wetknięciu znacznika w złym miejscu przecięcia składników. "Alchemicy" są tak skonstruowani, że te drobne, często głupie pomyłki, są niewybaczalne i właściwie nie do odkręcenia; kiedy w połowie starcia zdasz sobie sprawę, że twoja wykreślanka alchemonów prowadzi do zaprzeczających sobie wyników, jest już po tobie, możesz sobie wegetować do końca starcia, robiąc co najwyżej dobrą minę do złej gry.

Podczas mojej ostatniej, dosłownie i w przenośni, rozgrywki, zaczęła mnie irytować losowość designu. Musicie zdać sobie bowiem sprawę, że począwszy od drugiej rundy, pojawia się możliwość publikacji teorii, za co od tej pory pasywnie zyskiwać będziemy zdobycz punktową. Żeby jednak dokonać tego z szansami fifty-fifty na poprawność, musimy zmiksować dwa razy ten sam składnik, inaczej szanse błędu dramatycznie wzrastają, a to może nas kosztować minus cztery VP na koniec starcia. Co jednak począć, gdy karty składników są różnorodne i nie pozwalają na bezpieczne zawężenie pola wyboru alchemonu? Publikować mimo to z groźbą utraty pięciu punktów w razie skutecznego obalenia naszych wyników? Druga runda to zresztą moim zdaniem taki newralgiczny moment w grze, gdzie albo zaczniemy zyskiwać niczym tocząca się kula śnieżna, albo stopniowo zwiększać dystans do odjeżdżającej nam konkurencji. A mechanik na jej dogonienie ja w "Alchemikach" po prostu nie widzę. "The rich get richer and the poor get poorer" to credo tego projektu.

Rozgrywka potrafi się dłużyć, downtime, gdy gracz przed tobą postanowił wymazać gumką wszystkie swoje dotychczasowe zapiski i przeprowadzić dedukcję na nowo, jest nie do przyjęcia, nawet dla takiego cierpliwego gracza, za jakiego nieskromnie się uważam. Jeśli kontrolujesz własną wykreślankę to naprawdę nie masz nic do roboty nie w swojej turze, odruchowo sięgniesz po telefon, czy zaproponujesz wykonanie oczekującej cię akcji, bo i tak nie zmieni ona w żadnej mierze przebiegu gry. Zabawa potrafi tu utknąć na dobre, cała atmosfera zacznie wówczas uciekać jak powietrze z przebitej opony, ktoś dedukuje, a reszta w między czasie ziewa sobie z nudów.

Cały projekt, choć oparty o bardzo udaną łamigłówkę, wydaje mi się koślawy. Te wprowadzanie nowych pól, mało interesujące kafle poszukiwaczy przygód, czy słaba mechanika rabatów na sprzedawane mikstury... Wszystko niby czemuś służy, nie ma co do tego wątpliwości, ale jest niewyprasowane, nieeleganckie, nawet aranżację pól na planszy zaplanowano w sposób niestandardowy (zwróćcie uwagę, że akcje zaczynają się od strony prawej, po czym rozpatrywane są zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara, począwszy od kroku w dół; zbliżony nieco system Viticulture lokuje pierwsze, bliźniaczo podobne pole turn order po lewej stronie, tak "po Bożemu", skąd lecimy w bok, krok po kroku, ze wszystkimi dostępnymi operacjami). "Alchemicy" przyprawiają mnie trochę o poczucie grania wspak, jakby wbrew utartemu porządkowi, co nie ma żadnego sensownego wytłumaczenia, a przynajmniej ja nie potrafię go dostrzec.

Osobiście nie cierpię tych zasłonek, wkurza mnie konieczność delikatnego umieszczenia trójkątnej tablicy i kart na prawie pionowej ściance, z której wszystko może spaść, drażni mnie też konieczność wyciągania telefonu, który z zasady wolę trzymać daleko od planszówek. Te pyzate postacie z ilustracji, przypominające pożałowania godne "Plastusie" Pieli, wyglądają okropnie, szczęśliwie gdzieś mi się gubią na hałaśliwej planszy głównej, która robi wrażenie przede wszystkim z powodu feerii barw, a nie jakości samej kreski. Absolutnie rozumiem, że ten styl trafi do wielu odbiorców, ale ja niestety do nich nie należę.

Na koniec kwestia regyrwalności, właściwie zawsze robimy tu to samo, odgadujemy kod alchemonów za pomocą tych samych narzędzi i w podobnych krokach. Może jakieś artefakty skłonią nas do większej inwestycji w złoto, czy zakup kolejnych przedmiotów, ale to tyle, nie ma tu żadnych game changerów, które zmienią scenariusz rozgrywki. W moim przypadku to wada, aczkolwiek wyobrażam sobie, że miłośnicy tej sudoko-podobnej łamigłówki nie będą znużeni jej odszyfrowaniem. Jeśli sama w sobie jest dla nich wystarczająco atrakcyjna, to po co zmieniać coś, co działa i stanowi oś rywalizacji?

Ostatnia runda starcia i fragment planszy zasłaniający dwa nieużyteczne już pola w grze, zdjęcie laszlo molnar z BGG

OCENA KOŃCOWA

"Alchemicy" to, dosłownie i w przenośni, nie moja bajka, zastanawiam się nawet, na ile w ogóle jest to planszówka, a na ile przede wszystkim łamigłówka obudowana jakimś worker placementem. Żeby nie było, uważam grę za wyjątkową, zdecydowanie wyróżniającą się na tle blisko dwustu tytułów, przy jakich miałem okazję spędzić już czas. Te kody alchemonów wymyślono naprawdę sprytnie, element dedukcji działa doskonale, ale cała reszta, od strony mechanicznej, wydaje mi się jakaś taka zdeformowana i po prostu mało zabawna. Na marginesie, zdarzyło mi się tu zająć wszelkie możliwe miejsca na koniec starcia, z wygraną włącznie, przy czym mój wynik zawsze determinowały sprzyjające okoliczności, a nie obrana strategia (mniej lub bardziej starannie notowałem rezultaty eksperymentów, upuściłem lub nie karty, znaczniki, podeszły mi lub nie składniki, byłem w stanie szczęśliwie sprzedać miksturę, dzięki czemu zakupiłem artefakt i miałem środki na publikację teorii). Nie twierdzę, że wynik determinuje fart, bo Bartek, właściciel pudła, skubany, regularnie kończy rozgrywkę pierwszy lub drugi, ale jednak łut szczęścia pozwala wcześnie wyrwać do przodu i sukcesywnie umacniać się na wysokich pozycjach. To jest zdecydowanie propozycja dla uważnych, skrupulatnych, analitycznych graczy, do których chyba nie pasuję z moją bałaganiarską i pospieszną naturą. Jako grafik wolę wyraźną, grubą kreskę, aniżeli staranny i finezyjny szlaczek, nie mam też dostatecznie dużo cierpliwości do obsługi gry wraz z jej wszystkimi ruchomymi elementami. Ostatecznie przyznam "Alchemikom" czwórkę, która wyraża również moją śladową chęć ponownego uczestnictwa w rozgrywce. Przyparty do muru pewnie i zagram, choćby z sadomasochistycznej chęci odegrania się za ostatnie starcie, w połowie którego miałem ochotę rzucić stołem, ale do końca będę starał się szukać planszówkowych alternatyw. Was zniechęcać nie będę, w końcu warto próbować różnych oryginalnych tytułów, nawet, jeśli pierwszy raz może okazać się Waszym ostatnim.


4/10


BGG LINK










*niechlubnym wyjątkiem są ameritrashe, gry w klimatach fantasy, oparte na rzutach kostką i jeszcze parę innych

 
 
 

1 commentaire

Noté 0 étoile sur 5.
Pas encore de note

Ajouter une note
Invité
29 oct. 2024

Też się zawiodłem na tej grze, mimo że samą łamigłówkową częścią byłem oczarowany. Ta gra jest tak "fiddly", że nigdy nie zmieściła się w mojej głowie i przez to nie zagościła na dłużej w kolekcji.

J'aime

JEŚLI SZUKASZ KONTAKTU, WYPEŁNIJ FORMULARZ

Dzięki za kontakt!

© 2035 by On My Screen. Powered and secured by Wix

bottom of page