AGE OF STEAM
- Kamil Kuklo
- 14 sie 2024
- 6 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 29 paź 2024

Age of Steam był jednym z tych tytułów, wokół których krążyłem, ale wcale nie spieszyło mi się do jego poznania. Duża w tym zasługa Toma Vasela, którego opinie swojego czasu brałem sobie do serca, utyskującego na złożoność gry, jej bezlitosny przebieg, a więc możliwość wypadnięcia z rywalizacji na skutek własnych błędów, czy też taką osobniczą specyfikę miłośników tytułu, skupionych rzekomo wyłącznie na rozgrywce, aniżeli jakimś towarzyskim aspekcie tego hobby. Ostatecznie, jeszcze przed polskim wydaniem, zdecydowałem się na zakup wraz z pojawieniem się eleganckiej edycji ilustrowanej przez Ian O'Toola, powtarzając sobie, że przecież niczym nie ryzykuję, skoro przez ponad 20 lat gra nadal skutecznie broni swojej wysokiej pozycji na liście wszechczasów BGG. Dziś, po wielu rozgrywkach w przeróżnych wariantach osobowych, mogę już śmiało odpowiedzieć na pytanie, czy było warto.
TEMAT
Oto wcielamy się w rolę inwestorów, którym przyjdzie tworzyć połączenia kolejowe i transportować nimi dobra do miast, co w efekcie przysporzy nam fortuny, a najbardziej przedsiębiorczemu - zwycięstwo w rozgrywce. Kontekst historyczny lub geograficzny jest zależny od mapy, którą wybierzemy do zabawy, może to być więc rozgrywka z budową kolei transkontynentalnej w tle, projektowaniem połączeń gospodarza igrzysk z 1976 roku - Montrealu, czy też oparta na kwestiach transportu w USA podczas trwającej apokalipsy zombie (rozszerzenia). Ktoś powie, że to w gruncie rzeczy tylko ciągłe pchanie sześcianów na planszy, ale ja mu na to, że jednak temat zawsze jest i nasze działania mają autentyczny sens. Toteż za masę historii do wyboru, które łączy wspólny mianownik - kolej, przyznaję Age of Steam ocenę idealną.
ZASADY
Podobnie, jak w przypadku Splottera, zasady gry ujęto na ledwie kilku stronach podręcznika, co czyni ten tytuł niezwykle przystępnym. Gramy określoną ilość rund, w czasie których stawiamy heksagonalne płytki kolei, przewozimy kolorowe surowce do tożsamych z ich kolorem miast, zarabiamy, płacimy podatki i rozwijamy nasze możliwości transportowe. Wszystko następuje w określonej kolejności, a gracze nieustannie rywalizują o pierwszeństwo wykonania dostępnych operacji, tudzież ich ulepszonego wariantu. O wszystkim decydują pieniądze, bo za nie stawiamy tory, licytujemy i to one właśnie wskażą zwycięzcę starcia. Brzmi banalnie? Bo takie to właśnie jest, co oczywiście nie jest równoznaczne z prostotą samej rozgrywki. Za tymi kilkoma bowiem zasadami stoi głębia starcia, o której wiele ciężkich tytułów (między innymi autorstwa słynnego Pana Vitala) może tylko pomarzyć. To klasyczna pozycja tylko na pozór lekka, stawiająca bowiem graczy przed wyborami najcięższego kalibru. 2.5/5

OPRAWA GRAFICZNA
Edycja Deluxe, którą posiadam, jest wyjątkowo elegancka. Nie, żeby rozpieszczała nas detalami, wprost przeciwnie - to taki nietypowy, ascetyczny wręcz O'Toole, ilustrujący typ terenu za pomocą jednolitego koloru, ograniczający się do zaprezentowania tylko najważniejszych elementów gry. Okładka jest bardzo dobra, wszystko jest czytelne z ikonografią włącznie, uraczono nam prostym, ale wykwintnym designem, który mi szalenie odpowiada. 5/5
KOMPONENTY
W gigantycznym pudle znajdziemy jedynie drewniane sześciany i dyski, które opcjonalnie (i bez sensu) możemy zastąpić dostępnymi na rynku lokomotywami. Do tego dochodzą grube plansze, woreczek, kości oraz zgrabne, solidne kafelki torów i miast, szczęśliwie żadnych wodotrysków, tylko praktyczne, proste rozwiązania. Wyjątkiem są pokerowe żetony, zdecydowanie za małe, ale i tak przyjemnie stukające w czasie oczekiwania na swoją turę. Niestety całość zawarto w bardzo źle zaprojektowanym insercie - komory są za głębokie, ciężko wyjąć z nich znaczniki graczy, wszystko się niemiłosiernie gnie i zamiast ułatwiać - utrudnia setup. To jednak nadal produkt Deluxe, aczkolwiek z dość irytującymi niedociągnięciami.

INTERAKCJA
W Age of Steam rywalizacja jest nieustanna, mamy przecież wspólną mapę, wykładamy pieniądze o pierwszeństwo wyboru działania w danej rundzie, blokujemy sobie połącznenia, tudzież korzystamy z wybudowanych przez innych w czasie fazy transportu. Należy jednak przy tym pamiętać, iż wybór mapy powinien być zawsze uzależniony od liczby uczestników zabawy, w przeciwnym razie dostępna przestrzeń może okazać się za duża/za mała i zaburzyć starcie. W sieci znajdziecie kilka rekomendowanych wariantów stosownie do zebranego grona (choćby tu), dzięki czemu zawsze wybierzecie scenariusz z maksymalną oceną za interakcję.
ZALETY
Balans pomiędzy złożonością zasad a głębią rozgrywki jest wprost doskonały. Podobnie, jak to było w przypadku Brass, Martin Wallace przygotował pod tym zględem majstersztyk, porównywalny chyba tylko ze wspomnianymi przeze mnie wcześniej pozycjami Splottera. Ilość dostępnych w sklepach, w sieci, często gotowych do wydruku map jest oszałamiająca, mówimy tu bowiem o około dwustu scenariuszach, każdy z drobnymi modyfikacjami reguł, z inną historią, często wyjątkowo zwariowaną (Disco Inferno, gdzie transportujemy tancerzy między rozgrzanymi do czerwoności ogniami piekielnymi dyskotekami). Age of Steam nie wie, co to niska regrywalność, to jest tytuł na lata zróżnicowanej zabawy.

Przebieg rozgrywki jest ciekawy, przed nami - szczególnie w pierwszych rundach - zawsze interesujące wybory, licytujemy o konkretną stawkę, czasem decydującą o naszym być albo nie być w starciu. Choć plansza posiada coś na kształt toru punktacji, to o ostatecznym rachunku decydować będą też skończone połączenia kolejowe, co nieraz zaowocuje zaskakującymi wynikami. Jeśli chodzi o mnie, to nie ma nic lepszego, niż drobny suspens przed ostatecznym podliczeniem zdobyczy punktowych.
Mapy skalują się źle, ale jak wspomniałem - działają rewelacyjnie w sugerowanym gronie. W bazowym pudle znajdziemy opcje dla par, trzech, czy pięciu, a nawet rozgrywki solo, łącznie 6 map o różnym poziomie trudności. Ustawia się to na stole bardzo sprawnie, tear down to też kwestia dziesięciu minut, włącznie ze starannym poukładaniem wszelkich typów torów. Do tego dochodzi około dwugodzinna rozgrywka, której czas trwania może zostać wydłużony stosownie do liczby graczy z tendencjami do paraliżów decyzyjnych. Całość zajmuje tak w sam raz i nie nudzi, wszak to raptem kilkanaście działań na zawodnika...
Warto wspomnieć, że Age of Steam to pozycja, którą w zasadzie możemy sobie sami wydrukować, o ile własnym sumptem skombinujemy znaczniki graczy. Zdarzyło mi się grać w porządnie przygotowaną wersję home-made i podczas zabawy w zasadzie nie czułem różnicy pomiędzy tą a moją kopią za kilkaset złotych. Ważny argument dla tych, którzy nie śpieszą się z wydawaniem grubych sum za bądź co bądź kawałek kartonu.
WADY
Niestety, albo i stety dla pozostałych, gra nie wybacza błędów i możemy znaleźć się w potrzasku już po pierwszych dwóch rundach, głównie na własne życzenie. Nie ma co liczyć, że zaraz nadrobimy stratę do lidera, przy wyrównanym poziomie to się po prostu raczej nie wydarzy i przyjdzie nam wegetować przy stole lub - w dobrym układzie - rywalizować o dalsze miejsca. Mało tego, zasady dopuszczają bankructwo, a więc automatyczne wypadnięcie z rozgrywki, co choć nigdy się nie zdarzyło w moich spotkaniach w Age of Steam, to może jednak stresować początkujących zawodników. Zostać obserwatorem kilkugodzinnej rozgrywki na wczesnym etapie brzmi jak wyrok, a nie dobra zabawa.
Choć tytułowi przyznałem maksymalną ocenę za temat, to jednak zdarzają się tutaj nielogiczności. Transport po jak najdłuższej trasie, czy niemożność przewiezienia towarów przez miasta o tożsamym kolorze, wymagają przysłowiowego stawania na głowie, by nadać im jakiś sens. Zasady, jak wspomniałem, są proste, ale nadal zmuszają do gimnastyki osobę je tłumaczącą (od czego zacząć?), że o konieczności zapamiętania przez uczniów wszelkich specjalnych funkcji nie wspomnę. Przy okazji, gra działa najlepiej w grupie o zbliżonym poziomie, choć chyba ze dwa razy zdarzyły mi się talenty, które w debiucie osiągały rewelacyjne wyniki.
W zasadzie podczas wszystkich moich gier pomijano dwie z siedmiu dostępnych akcji, Production i Turn Order. Być może istnieją scenariusze, które podnoszą znaczenie tych działań, możliwe też, że bardzo zaawansowani zawodnicy potrafią czerpać z nich korzyści, osobiście jednak wydają mi się one zawsze ostatnim, wymuszonym wyborem, albowiem nie gwarantują nic, co faktycznie może być użyteczne.
W jakimś stopniu rozgrywka rządzi się szczęściem, albowiem to rzut kośćmi zdeterminuje, gdzie pojawią się surowce czekające na transport. Być może część z Was dostanie torsji na wieść o tak losowym rozwiązaniu, mi przeszkadza ono tylko w kontekście opisanej akapit wyżej akcji Production.
Gra umożliwia zablokowanie rywali, przejęcia funkcji, na którą czyhają, jednym słowem komuś zrobi się przykro, inny może się wkurzyć. Osobiście zdarzyło mi się raz być świadkiem wyjścia gracza na przysłowiowe wypłakanie się do łazienki, i choć wiem, że to przecież tylko planszówka, to jednak są osoby traktujące rywalizację bardziej osobiście. Age of Steam bezpośrednią rywalizacją wręcz kipi, toteż miłośnikom bardziej familijnych tytuów polecam łagodniejszą wersję rozgrywki - Steam, autorstwa Wallace.
Age of Steam nie oferuje żadnego solidnego catch-up mechanic, niby mamy tę skalę podatkową dla zarabiających najwięcej, ale umówmy się, że gdy komuś żre, to tych kilka kroków wstecz na torze punktacji niewiele zmieni. Zawsze możemy podbierać innym surowce, ale jeśli nasz utarg z transportowania ich będzie niewielki, zapewne sięgniemy po inne. Problem uciekającego lidera ma też przełożenie na możliwości podczas licytacji. Choć gra dopuszcza "zadłużanie się", to jednak kosztem ujemnych punktów na koniec starcia, innymi słowy bogaci stają się jeszcze bardziej bogaci, a reszcie coraz trudniej pozostać w zasięgu pierwszego miejsca.

OCENA KOŃCOWA
Jeśli miałbym ograniczyć własną kolekcję do pięciu tytułów, to Age of Steam byłby jednym z nich. Jest to moje osobiste odkrycie minionego roku, kiedy to gra w sześcioosobowym gronie w końcu naprawdę mi "kliknęła", a nastąpiło to po kilku dobrych, ale nie rewelacyjnych, rozgrywkach w dwóch i trzech. Martin Wallace stworzył projekt , gdzie nie ma kantów, nic nie wymaga dopieszczenia, rozszerzeń łatających braki podstawki. Mnogość wariantów, przy mojej częstotliwości grania, oznacza wręcz nieskończone możliwości, reguły szybko się utrwalają i łatwo powrócić do rozgrywki po miesiącach przerwy. Jest to pozycja którą polecam każdemu, kto ceni planszówki wynoszące treść nad formą, skrojone na miarę, bez sztucznej gmatwaniny, takiego szumu utrudniającego podejmowane podczas starcia wybory. Kosztowny zakup anglojęzycznej jeszcze wersji gry dziś więc mogę ocenić za absolutnie trafiony, Age of Steam to moje przysłowiowe dziesięć na dziesięć, projekt, który powinien być stawiany jako wzór designu w tej branży. Rekomenduję, certyfikuję, a wszystkim wahającym się nakazuję śmiało próbować, bo naprawdę warto.
10/10
BGG LINK
Grałem tylko raz i pamiętam, że gra mnie zaciekawiła, ale nie powaliła na kolana mimo wszystko, jednak z tego co pamiętam to głównym problemem był dla mnie chaos w tłumaczeniu i rozgrywce przy 6 osobach. Może to skrzywienie po tej jednej rozgrywce, ale dla mnie ta gra wydaje się mieć więcej interaktywności w sobie (ładne zazębienie mechanizmów) niż właściwej interakcji między graczami (gry nad stołem). Każdy jest zajęty liczeniem własnych zysków i czeka bardzo bardzo długo aż przyjdzie jego tura, a potem musi zaczynać kombinowanie od nowa, bo sytuacja na plansza mogła się już ogromnie zmienić. Porównałbym pod tymi względami (interaktywności i chaosu na planszy) ten tytuł do Pax Renaissance, chociaż tutaj się udało autorowi to zrealizować o wiele bardziej…